To był kulminacyjny moment rozprawy nad Chrystusem. Po
pojmaniu Go w Getsemani niczym zwykłego złoczyńcę, prowadzono Go od Annasza do
Kajfasza. W międzyczasie wyparł się Go jeden z najwierniejszych uczniów,
zarzekając się: „Nie znam tego Człowieka!” (Mt 26:72). Gdy arcykapłani
wydali wyrok śmierci, przekazali Jezusa Piłatowi. Rzymski namiestnik już na
wstępie zapytał: „O co oskarżacie tego Człowieka?” (Jn 18:29).
Przywódcy religijni nie chcieli sami wykonać wyroku,
pozostawili więc Jezusa w rękach Piłata. Ten zapytał: „Czy Ty jesteś Królem
Żydowskim?” (Jn 18:33). Wówczas Jezus wskazał na swoje pochodzenie,
wyjaśniając, że Jego Królestwo nie jest z tego świata: „Ja po to się
narodziłem i przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest
z prawdy, słucha Mojego głosu” (Jn 18:37). Słysząc to, Piłat rzucił słynne
pytanie: „Co to jest prawda?” (Jn 18:38).
Zanim Chrystus zawisł na krzyżu, przeszedł przez piekło
tortur. Szydzono z Niego, pluto Mu w twarz, chłostano Go i policzkowano przy
okrzykach: „Witaj, królu żydowski!” (Jn 19:3). Gdy Piłat ponownie
wyszedł na dziedziniec i ujrzał skatowanego Jezusa w cierniowej koronie i
purpurowym płaszczu, zawołał do tłumu: „Oto Człowiek” (Jn 19:5).
Ecce Homo – Świadek cierpienia
Pamiętam wizytę w Jerozolimie i wędrówkę wąskimi uliczkami
Starego Miasta. Na Via Dolorosa znajduje się miejsce oznaczone tabliczką
„Ecce Homo”. Upamiętnia ono moment, w którym rzymski urzędnik wskazał na
skazańca idącego na śmierć.
Nie zamierzam dociekać, jakie intencje sformułowały to
zdanie w ustach Piłata. Dla mnie istotne jest to, że ewangelista Jan, pisząc
pod natchnieniem Ducha Świętego, pozostawił nam tę informację. Biblia
przedstawia Chrystusa jako Syna Człowieczego, w którym zamieszkała cała pełnia
Bóstwa. To wielka tajemnica: w jaki sposób natura boska i ludzka współistniały
w jednej Osobie? Teolodzy głowią się nad tym od dwóch tysięcy lat. To
zagadnienie przekracza ludzki rozum i pewnie nigdy nie doczeka się pełnego naukowego
wyjaśnienia.
Chcę jednak zwrócić uwagę na fakt, że Chrystus stał się
człowiekiem prawdziwym – takim jak każdy z nas. Nie był „nadczłowiekiem” w
sensie fizycznym; urodził się i żył wśród przeciętnych ludzi, choć Jego
poczęcie było cudowne. Przyjął postać upadłego człowieka, mimo że sam pozostał
bez grzechu. Przyszedł do świata, w którym „nikt nie jest sprawiedliwy”
(Rz 3:10), by dać nam drogę wyjścia.
Człowiek w potrzebie
Wspominam sytuację z czasów, gdy mieszkaliśmy w Stanach
Zjednoczonych. Na osiedlu, gdzie pracowałem, zobaczyłem człowieka leżącego w
zaroślach. Często widywałem go wcześniej pod wpływem alkoholu, więc pomyślałem,
że po prostu znów przesadził. Nie mogłem go jednak tak zostawić. Zawiadomiłem
żonę, wezwałem służby. Okazało się, że jego stan był krytyczny – wkrótce potem
zmarł w szpitalu. Ta tragedia stała się okazją, by porozmawiać z jego wdową o
Chrystusie, który stał się człowiekiem, by nas zbawić. Mogłem modlić się o jej
ratunek.
Innym razem, już w Polsce, poproszono mnie o poprowadzenie
świeckiego pogrzebu. Zrozumiałem, że to kolejna okazja, by pośród ciszy
cmentarza ogłosić słowa Nadziei: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto
wierzy we Mnie, choćby i umarł, będzie żył. I każdy, kto żyje i wierzy we Mnie,
nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to?” (Jn 11:25-26).
Te doświadczenia łączy jedna myśl: „Oto człowiek”.
Każdy z nas jest stworzony na obraz Boga. Choć często ten obraz jest
sponiewierany przez nałogi czy grzech, nadal nosimy w sobie pierwiastek
wieczności. Człowiek to nie tylko ciało kierowane instynktem; to dusza
tęskniąca za wartościami wyższymi i duch, który znajduje spoczynek tylko w
Stwórcy.
Solidarność z grzesznikiem
Bezgraniczna miłość Boga objawiła się w tym, że „że gdy
byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł” (Rz 5:8). Jezus
doskonale znał cel swojej ziemskiej drogi. Mówił: „Zdrowi nie potrzebują
lekarza, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wzywać sprawiedliwych,
ale grzeszników” (Mk 2:17). Ci, którzy czuli się lepsi od innych, szydzili
z Niego: „Ten człowiek to żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników”
(Mt 11:19). Chrystus stał się tak bardzo ludzki, że każdy grzesznik może się w
Nim przejrzeć.
Jezus, którego widział Piłat, nie był postacią z kolorowego
obrazka – nie miał nienagannej fryzury ani szerokiego uśmiechu. Bardziej
przypominał opis z Księgi Izajasza: „nie miał postawy ani dostojeństwa,
abyśmy chcieli na niego patrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Był
wzgardzony i odrzucony przez ludzi, pełen boleści, doświadczony cierpieniem,
podobny do tego, przed kim twarz się zakrywa, wzgardzony, mieliśmy go za nic”
(Iz 53:2-3). Stał się taki dla nas: „Lecz on został przebity za nasze
grzechy, zmiażdżony za nasze winy. Dla naszego dobra przyjął chłostę, dzięki
jego ranom doznaliśmy uzdrowienia” (Iz 53:5).
Ostatnia szansa
Jednym z tych, którzy skorzystali z tej ofiary, był łotr
konający obok Niego. Nikt z nas nie wie, co dzieje się w sercu człowieka w jego
ostatniej godzinie. Nikt nie opisał momentu przekraczania progu wieczności, ale
wiemy jedno: zawsze jest czas, by zawołać: „Jezu, pamiętaj o mnie, gdy
wejdziesz do Twojego Królestwa” (Łk 23:42). I zawsze jest szansa usłyszeć
odpowiedź: „Zapewniam cię, dziś będziesz ze Mną w raju”.
Jezus Chrystus jest jedynym sprawiedliwym Człowiekiem. Tylko
przez Jego śmierć możemy stanąć przed obliczem świętego Boga, który wymaga
doskonałości. Nasza jedyna nadzieja to sprawiedliwość ofiarowana nam przez Syna
Człowieczego.
Teolodzy mogą dalej spierać się o dogmaty i proporcje natur
w Chrystusie. My natomiast zróbmy rzecz najważniejszą: zegnijmy kolana i
podziękujmy Mu za to, że zechciał stać się jednym z nas.
Henryk Hukisz

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.