Monday, March 29, 2021

Godzina Jezusa - pociągnięcie Ojca

„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że dał swego Jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (Jan 3:16). Ten najbardziej znany werset wskazuje na podstawowy warunek, którego spełnienie sprawia, że zbawienie staje się dla nas faktem. Oczywiście, sprawcą tego zbawienia jest Jezus Chrystus, Boży Baranek, który złożył Swoje życie w ofierze za nas. Bez uwierzenia w Niego, to doskonałe zbawienie jest niedostępne dla niewierzących. Pomimo tego jasnego stwierdzenia, spotyka się ludzi, którzy uważają, że zbawienie dokonane przez Chrystusa obejmie całą ludzkość bez wyjątku, ponieważ On umarł za grzechy wszystkich ludzi. Czy naprawdę?

W rozważanym obecnie fragmencie z Ewangelii Jana o godzinie, dla której Jezus przyszedł, widzimy trzy zasadnicze cele, które Chrystus zamierza spełnić.

 Pierwszym jest sąd nad światem. To znaczy, że ten, który uwierzył w Chrystusa, „ma życie wieczne i nie idzie na potępienie, ale przeszedł ze śmierci do życia” (Jan 5:24)

Drugim celem, jaki Chrystus osiągnął Swoją śmiercią za krzyżu Golgoty, jest pozbawienie szatana władzy nad tymi, którzy przyjęli Chrystusa jako swojego zbawiciela. Apostoł Paweł pisze, że wszyscy są grzeszni i są „posłuszni władcy sił, które unoszą się w powietrzu, duchowi, który teraz działa w synach buntu” (Efez. 2:2). Bóg w Chrystusie uczynił akt łaski przez to, że „wybawił z mocy ciemności i przeniósł do Królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie, uwolnienie od grzechów” (Kol. 1:13,14). Szatan został pozbawiony władzy nad tymi, którzy przyjęli łaskę zbawienia.

Trzecim celem spełnionym przez Chrystusa w tę godzinę dla której przyszedł, jest pociągnięcie wszystkich do siebie.

Aby dobrze zrozumieć kogo Chrystus miał na uwadze, gdy wymawiał te słowa, musimy odwołać się do kilku innych wypowiedzi Pana Jezusa. Jedną z nich, o ile nie najważniejszą, znajdziemy w modlitwie, jaką Chrystus zaniósł do Ojca w czasie tej godziny. Zaczyna się ona od słów: „Ojcze, nadeszła godzina. Uwielbij swego Syna, aby Syn uwielbił Ciebie, podobnie jak dałeś Mu władzę nad każdym człowiekiem, aby wszystkim, których Mu powierzyłeś, dał życie wieczne. Na tym zaś polega życie wieczne, aby poznali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, i Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa (Jan 17: 1-3). Widzimy więc, iż Jezus powołuje się na tę szczególną godzinę, dla której przyszedł. Chrystus wskazuje również na pragnienie uwielbienia Ojca przez to, co zamierza wykonać. W tej modlitwie Pan Jezus wspomina też o tym, że obdarował życiem wiecznym nie wszystkich, lecz jedynie tych, których otrzymał od Ojca. Następnie, Jezus tę grupę ludzi charakteryzuje słowami, że oni „prawdziwie poznali, że od Ciebie wyszedłem i uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś” (w. 8). Aby nie było wątpliwości, że Chrystus nie miał na uwadze wszystkich ludzi na świecie, dalej modli się: „Ja proszę za nimi. Nie proszę za światem, ale za tymi, których Mi powierzyłeś, ponieważ należą do Ciebie” (w. 9). Kilka zdań dalej, Chrystus znów pokazuje, że chodzi o tych, którzy przyjęli Słowo i uwierzyli, dlatego „świat ich znienawidził, bo nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata” (w. 14). Jedno jest pewne, że gdy Pan Jezus mówił o pociągnięciu wszystkich do siebie, nie miał na uwadze wszystkich ludzi na całym świecie, lecz tych, których dał mu Ojciec.

W innym miejscu tej samej ewangelii możemy przeczytać podobną wypowiedź Chrystusa, gdy wyjaśniał cel misji, jaką przyszedł spełnić. Pan Jezus mówił o tym, że tak naprawdę nic nie czyni sam od siebie, gdyż  „Ojciec miłuje Syna i pokazuje Mu wszystko, co sam czyni” (Jan 5:20). Dlatego gdy mówił, że „Mój Ojciec daje wam prawdziwy chleb z nieba” (Jan 6:32), ludzie nie rozumieli, że Jezus ma na uwadze tylko tych, którzy uwierzą i przyjmą Chrystusa, iż jedynie oni mogą skorzystać z daru życia wiecznego.  Chrystus jest tym, „który zstąpił z nieba i daje życie światu” (w. 33), co nie znaczy, że cały świat zostaje „z automatu” obdarowanym życiem wiecznym. Izraelici myśleli, że tak jak wszyscy korzystali z manny na pustyni, wszyscy staną się uczestnikami życia wiecznego. Dlatego Chrystus powiedział: „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeśli nie przyciągnie go Ojciec, który Mnie posłał” (Jan 6:44). Pociągnięcie Ojca jest więc związane z Jego wolą, którą Syn Boży w ciele człowieka wykonał w tej szczególnej godzinie, dla której przyszedł.

Czym więc jest to „pociągnięcie Ojca”? Niektórzy przyjmują tzw, teorię o predestynacji, czyli o tym, że Bóg dokonał wyboru, przeznaczając jednych do życia wiecznego a pozostałych, na wieczne potępienie. Jak ma się do tego wolna wola, jaką Bóg obdarował człowieka? Jak zrozumieć warunek, na jaki wskazuje zarówno Chrystus, jak i apostołowie, że każdy człowiek ma możliwość przyjęcia zaproszenia Chrystusa: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy utrudzeni i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie. Weźcie na siebie Moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla waszych dusz. Jarzmo Moje bowiem jest miłe, a Moje brzemię lekkie” (Mat. 11:28-30). Z tych słów wynika, że każdy otrzymuje zaproszenie, lecz nie każdy zdecyduje się na przyjęcie oferowanego odpocznienia.

Tak, to prawda, że Chrystus złożył ofiarę odkupienia dla wszystkich ludzi. Nie wszyscy jednak  tę ofiarę przyjmują wiarą. Apostoł Paweł pisze, że Chrystus „za wszystkich umarł, aby ci, co żyją, nie żyli już dłużej dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał” (2 Kor. 5: 15). Tu, podobnie jak w wypowiedzi Chrystusa: „pociągnę wszystkich do siebie” (Jan 12:32), słowo „wszystkich”, nie obejmuje całej ludzkości, jedynie tych, którzy zostali pociągnięci przez Ojca. Dalej Paweł pisze, że wprawdzie „Bóg pojednał świat z sobą, nie poczytując ludziom ich grzechów” (2 Kor. 5:19), to tych, którzy uwierzyli, posyła z misją pojednania do niezbawionych: „Dajcie się pojednać z Bogiem” (w. 20).

Zwolennicy predestynacji odwołują się jednak do słów Pawła, że Bóg tych, „których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał, usprawiedliwił, a których usprawiedliwił, tych także obdarzył chwałą” (Rzym. 8:30). Kim są „przeznaczeni”, czyli „predestynowani” przez Boga? Wyjaśnienie znajdujemy we wcześniejszym zdaniu: „..., którzy są powołani według Jego postanowienia” (w. 28). Boże postanowienie, w oryginale użyte słowo „προεγνω” [proegno], znaczy wiedzieć wcześniej, przewidzieć, a raczej „przewiedzieć”. Bóg wiedział wcześniej, kto przyjmie wiarą dar zbawienia i tych przeznaczył do udziału w ofierze Chrystusa.

Prorok Izajasz w słowie do narodu wybranego kieruje wezwanie: „O, wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody! Wy także, którzy nie macie pieniędzy, przyjdźcie! Kupujcie i jedzcie, dalej, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia za wino i mleko! Dlaczego wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem  i wasz zarobek na to, co nie nasyci?” (Izaj. 55:1,2). Jezus powiedział, że prawdziwym chlebem, „który zstąpił z nieba i daje życie światu” (Jan 6:33), jest On sam.

Jedynie Bóg wie w Swojej wszechwiedzy, kto ten dar laski przyjmie i tych pociągnął i dał Chrystusowi, aby przeznaczył ich do życia wiecznego. Nigdy w pełni nie poznamy Bożych myśli, „bo Moje myśli nie są myślami waszymi ani wasze drogi Moimi drogami – wyrocznia PANA –  bo jak niebiosa wznoszą się nad ziemią, tak Moje drogi górują nad waszymi drogami a Moje myśli nad myślami waszymi” (Izaj. 55:8,9).

Pan Jezus pragnął uwielbić Ojca absolutnym posłuszeństwem Jego woli i to uczynił w tej godzinie, dla której przyszedł na ziemię. Gdy dokonał tego dzieła, w ostatnim słowie na krzyżu powiedział: „Wykonało się!” „τετελεσται” [tetelestai]. To słowo używano podczas transakcji na rynku, które ją kończyło i znaczyło: „Zapłacone w pełni”.

Autor Listu do Żydów napisał, że „bez przelania krwi nie ma odpuszczenia” (Hebr. 9:22), dlatego Chrystus „jedną ofiarę uczynił na zawsze doskonałymi tych, którzy dostępują uświęcenia” (Hebr. 10:14). Boży plan dokupienia grzeszników z przekleństwa grzechu jest doskonały. W ten sposób Bóg Ojciec został prawdziwie uwielbiony.

Alleluja!

Henryk Hukisz

Wednesday, March 24, 2021

Godzina Jezusa - triumf

Jestem przekonany, że wielu chrześcijan oglądających „Opowieści z Narnii” w scenie śmierci Aslana na Kamiennym Stole widziało Baranka Bożego – Tego, który oddał życie za tych, którzy na śmierć zasłużyli swoimi grzechami. Przygotowując się do tego wpisu, obejrzałem ten wzruszający moment jeszcze raz.

Kiedy wspominamy śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, warto przyjrzeć się temu, co wypełniało Jego serce tuż przed nadejściem „Godziny”, dla której przyszedł na świat. Gdy Jezus dowiedział się o prośbie Greków, którzy przybyli do Jerozolimy, z Jego poruszonej duszy wyrwało się wołanie: „Teraz dusza moja jest zatrwożona. I cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw mnie od tej godziny? Przecież po to przyszedłem na tę godzinę” (Jn 12:27).

Wierzę, że zanim Syn Człowieczy zstąpił na ziemię, Jego serce płonęło jednym pragnieniem: pokonać uzurpatora, który przywłaszczył sobie nasze życie. Człowiek został stworzony przez Boga i dla Boga. To, co wydarzyło się wieki temu w Edenie, nie przekreśliło Bożego planu bliskości z ludźmi. Już wtedy diabeł usłyszał wyrok Stwórcy: potomek kobiety „zmiażdży ci głowę” (Rdz 3:15). Ten moment musiał nadejść. Właśnie wtedy, w tej jedynej Godzinie, całe piekło zadrżało na słowa: „Teraz władca tego świata zostanie wyrzucony precz” (Jn 12:31).

Drugim celem tej Godziny było: uwielbienie Ojca poprzez triumfalne odebranie szatanowi władzy nad człowiekiem.

Ewangelista Jan opisuje później chwilę, w której Jezus otwarcie mówi o powrocie do Ojca, zapewniając: „Przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem” (Jn 14:3). Zaskoczonemu Filipowi wyjaśnił, że „kto Mnie widzi, widzi i Ojca” (w. 9). Zrozumienie tego wymaga szczerej wiary – wiary, w której wszystko, co robimy, ma jeden cel: „aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu” (w. 13). Priorytetem Jezusa zawsze było uwielbienie Ojca.

Zanim jednak obietnica tak bliskiej więzi z Bogiem mogła się spełnić, Baranek Boży musiał zostać złożony na ołtarzu odkupienia. Pan Jezus mówił o tym wprost: „Nadchodzi bowiem władca świata, a on we Mnie nie ma nic swojego” (Jn 14:30). Jezus wskazał na szczególną aktywność przeciwnika już podczas Ostatniej Wieczerzy. Gdy podał kawałek chleba Judaszowi, „wszedł w niego szatan. Jezus zaś rzekł do niego: Co chcesz czynić, czyń prędzej” (Jn 13:27). To musiało się stać – zgodnie z zapowiedzią Izajasza: „On zaś był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy” (Iz 53:5).

Zapowiadając odejście, Chrystus obiecał uczniom Pocieszyciela. Wiedział, że czas po Jego wniebowstąpieniu będzie trudny: „Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Ja zwyciężyłem świat” (Jn 16:33). Tylko ufność w Nim daje siłę, by przetrwać ataki zła. Tylko Duch Święty może przekonać świat „o sądzie, bo władca tego świata został osądzony” (Jn 16:11).

W tej właśnie Godzinie szatan został pokonany raz na zawsze. Choć wciąż istnieje i – jak pisał apostoł Piotr – „krąży jak lew ryczący, szukając, kogo pożreć” (1 Ptr 5:8), to może już tylko „ryczeć” z oddali. Został pozbawiony władzy nad dziećmi Bożymi. Apostoł Paweł wyjaśnia, że Chrystus darował „nam wszystkie grzechy, przekreślając zapis dłużny, który świadczył przeciwko nam, i usunął go, przybijając do krzyża. Rozbrajając zwierzchności i władze, wystawił je na pokaz, gdy przez Niego odniósł triumf nad nimi” (Kol 2:13-15).

Dzięki śmierci Chrystusa sąd nad tymi, którzy uwierzyli, już się dokonał. Duch Święty zapewnia nas dzisiaj, że oskarżyciel nie ma już do nas prawa. Diabeł nadal będzie próbował kłamać i straszyć śmiercią, bo taka jest jego natura. Chrystus powiedział, że „od początku był on mordercą i nie wytrwał w prawdzie, bo nie ma w nim prawdy. Kiedy kłamie, mówi od siebie, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” (Jn 8:44). Pan Jezus odniósł pełne zwycięstwo nad tym mordercą i kłamcą, ogłaszając całemu światu triumf nad nim.

Skoro uwierzyliśmy w Jezusa, mamy prawo korzystać z Jego triumfu. Czym więc jest ten triumf, czy też tryumf, gdyż obie formy pisowni są poprawne. Prawdziwa jest też definicje tego słowa. A mianowicie, jak podaje słownik języka polskiego, triumf to: „1. wspaniałe zwycięstwo nad przeciwnikiem; 2. wielki sukces w jakiejś dziedzinie; 3. radość i satysfakcja z odniesionego zwycięstwa lub sukcesu; 4. zwycięstwo jakichś idei lub wartości nad innymi ideami lub wartościami; 5. w starożytnym Rzymie: uroczysty wjazd zwycięskiego wodza do stolicy”.

Zastanówmy się podczas tych świąt: czy w pełni korzystamy z tego zwycięstwa? Czy odnosimy sukcesy w relacji z Bogiem i ludźmi? Czy czujemy radość z faktu, że diabeł został pokonany dwa tysiące lat temu i nie ma do nas wstępu? Czy dzięki ofierze Chrystusa Boże wartości stały się w naszym życiu priorytetem? I wreszcie: czy pozwoliliśmy Jezusowi, by triumfalnie wszedł do naszego serca i objął w nim panowanie?

Jezus uwielbił Ojca, usuwając szatana poza obręb Bożego Królestwa. Czy my również wielbimy Boga, żyjąc w mocy tego triumfu? Zostaliśmy do tego wezwani przez Chrystusa, który zapowiedział: „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (Jn12:32).

Wszystkich, czyli kogo? O tym przeczytacie w następnym wpisie.

Henryk Hukisz

Saturday, March 20, 2021

Godzina Chrystusa - sąd

W rozważaniu „Nasza Pascha”, odwołując się do słów apostoła Pawła: „Chrystus przecież został zabity w ofierze jako nasza Pascha” (1 Kor 5:7), wskazałem na szczególny moment, gdy Pan Jezus zdecydował się zrealizować Swój cel, gdyż „umiłował swoich w świecie, i to umiłował ich do końca” (Jn 13:1)

Na sześć dni przed Paschą ewangelista Jan opisuje nam ponowną wizytę w domu Marii, Marty i Łazarza – tego samego, którego wcześniej przywrócił do życia. Gdy Marta przygotowywała wieczerzę, Maria wzięła drogocenny olejek i w proroczy sposób namaściła stopy Chrystusa, przygotowując Go na pogrzeb (Jn 12:1-8).

Następnie spotykamy Pana Jezusa, gdy na osiołku wjeżdża do Jerozolimy, witany przez tłum palmami i okrzykami: „Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imię Pana, Król Izraela!” (Jn 12:13). Ludzie dobrze zapamiętali to niezwykłe wydarzenie, kiedy „wywołał Łazarza z grobowca i wskrzesił go z martwych” (Jn 12:17). Widząc to, przywódcy religijni wpadli w gniew, uświadamiając sobie bezradnie: „Oto świat poszedł za Nim” (w. 19).

To był moment przełomowy. Na święto do Jerozolimy przybyli również pobożni Grecy; chcieli oddać pokłon Bogu w świątyni, a przy okazji pragnęli zobaczyć Jezusa. Wszyscy o Nim mówili – nie tylko z powodu wskrzeszenia Łazarza, ale i licznych uzdrowień. Słuchacze Jego nauki przyznawali, że nikt wcześniej nie przemawiał z taką mocą, co budziło furię znawców Prawa, którzy nie potrafili Mu nic zarzucić. Kim jest ten Jezus? Grecy koniecznie chcieli Go poznać.

Gdy Pan Jezus dowiedział się o ich poszukiwaniach, zwrócił się do uczniów słowami: „Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy” (Jn 12:23). Być może uczniowie nie pojęli wówczas wagi tych słów. Zapewne zdziwili się jeszcze bardziej, gdy zamiast prostej odpowiedzi usłyszeli przypowieść o ziarnie pszenicy, które musi wpaść w ziemię i obumrzeć, by wydać obfity plon. Tym ziarnem było Jego własne życie.

Wyobrażam sobie chwilę, w której wyraz twarzy Chrystusa drastycznie się zmienia. Jego oblicze traci spokój. Jan ewangelista notuje, że Jego „dusza się zatrwożyła” (Jn 12:27). Przed oczami Pana stanął obraz krzyża i męczeńskiej śmierci. Właśnie w tym celu przyszedł na świat – by uwielbić Ojca. Powiedział otwarcie: „Przecież przyszedłem dla tej godziny. Ojcze, uwielbij swoje imię!” (Jn 12:27-28). Uczniowie usłyszeli wtedy jedynie potężny dźwięk – jedni brali go za grzmot, inni za głos anioła.

Jezus wyjaśnił im: „Ten głos rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was” (Jn 12:30). Całe Jego ziemskie życie było darem dla ludzi. Jak zapisał Mateusz: „Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i oddać swoje życie jako okup za wielu” (Mt 20:28). Właśnie wybijała ta godzina.

W rozmowie z Ojcem Chrystus potwierdził, że nie cofnie się przed misją. W odpowiedzi usłyszał: „I uwielbiłem, i znów uwielbię” (Jn 12:28). Chodziło o to, by Bóg Ojciec został w pełni uwielbiony w dziele Syna. Później apostoł Paweł napisze, że Jezus „uniżył samego siebie, gdyż był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci na krzyżu” (Flp 2:8).

Pan Jezus wskazał na trzy cele, które zrealizują się przez Jego śmierć: „Teraz odbywa się sąd nad tym światem, teraz władca tego świata będzie wyrzucony na zewnątrz, a Ja, gdy zostanę wywyższony nad ziemię, pociągnę wszystkich do siebie” (Jn 12:31-32).

Dziś chcę skupić się na pierwszym z nich: uwielbieniu Boga poprzez dokonanie sądu nad światem.

Kiedy myślimy o sądzie Bożym, zazwyczaj przesuwamy go na koniec czasów, przed oblicze sprawiedliwego Boga. Przywołujemy słowa proroka Daniela: „A wielu z tych, którzy śpią w prochu ziemi, się zbudzi. Jedni do życia wiecznego, drudzy zaś ku hańbie, ku wiecznej odrazie” (Dn 12:2). O jakim więc sądzie mówił Chrystus, twierdząc, że odbywa się on „teraz”, w godzinie Jego śmierci?

Jezus wyjaśniał Żydom, że kto słucha Jego słowa i wierzy Posłanemu, ten już ma życie wieczne. Mówił: „Zbliża się godzina, i teraz już jest, gdy umarli usłyszą głos Syna Bożego i ci, którzy usłyszą, będą żyć” (Jn 5:25). Słuchacze mogli być zdezorientowani gdyż myśleli, że wpierw musi odbyć się sąd, na którym zostanie rozstrzygnięte, kto może otrzymać życie wieczne. Przecież Jezus odpowiedział: „Jak bowiem Ojciec ma życie w sobie, tak też sprawił, żeby i Syn miał życie w sobie. Dał Mu władzę sądzenia, bo jest Synem Człowieczym” (Jn 5:26,27). Jezus odwołuje się znów do godziny, jaka nadchodzi, gdy „wszyscy, którzy są w grobach, usłyszą Jego głos, i ci, którzy dobrze czynili, powstaną do życia, ci zaś, którzy źle czynili, powstaną na potępienie” (w. 28:29). Jezus mówi, że sąd odbywa się w chwili konfrontacji z Chrystusem. Dla tych, którzy w Niego wierzą, śmierć ziarna pszenicy oznacza przejście do życia, a nie na potępienie.

W rozmowie z Nikodemem Jezus wyjaśnił te kwestię, mówiąc: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że dał swego Jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (Jan 3:16).  Na tym polega wiara w Pana Jezusa, że „kto wierzy w Niego, nie jest sądzony, a kto nie wierzy, już został osądzony, gdyż nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Boga” (w. 18). Czy to nie jest jasne?

Boży sąd polega na tym, że na świat przyszła Prawda. W momencie śmierci Chrystusa, gdy Baranek Boży złożył ofiarę zadośćuczynienia, dokonał się podział: ci, którzy uwierzyli, przeszli ze śmierci do życia. „Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne, kto zaś nie jest posłuszny Synowi, nie doświadczy życia, ale gniew Boży pozostaje nad nim” (Jn 3,36).

Apostoł Paweł, wychowany w surowym Prawie, po spotkaniu z Jezusem wyznał: „Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2:20). Dlatego „żadne potępienie nie zagraża tym, którzy są w Jezusie Chrystusie” (Rz 8:1).

Podsumowując ten aspekt „godziny, na którą przyszedł Chrystus”, chcę powiedzieć, że dla tych, którzy uwierzyli, że Chrystus jest Bożym Barankiem oddającym życie za wielu, sąd Boży już się dokonał – dwa tysiące lat temu na krzyżu. To właśnie wtedy zapadł wyrok „Niewinny” dla każdego, kto z ufnością wyzna swoje grzechy przed Zbawicielem. W tej przełomowej godzinie Jezus wziął na siebie nasze winy i poniósł karę śmierci, która należała się nam. Tym aktem Chrystus w sposób absolutny uwielbił imię Ojca, składając ofiarę o nieskończonej wartości.

Jak wielką pewność daje nam dzieło dokonane w tamtym momencie? Czy można mieć całkowitą ufność co do swojego zbawienia, wierząc w Chrystusa całym sercem? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w kolejnym rozważaniu, omawiając drugi cel, który Jezus osiągnął w godzinie, przed którą stanął owego dnia w Jerozolimie.

Henryk Hukisz

Tuesday, March 2, 2021

Obietnica

 

Jestem emerytem, więc nie muszę rano zrywać się, aby zdążyć do pracy. Mogę spokojnie wypić poranną kawę, włączyć ulubioną muzykę, najczęściej jest to tzw. „worship muisic” z YouTube, i oddaję się nastrojowi uwielbiania mojego Pana.

Dziś słuchałem wspaniałej pieśni „The Promise” w wykonaniu The Martins. Słowa wciągnęły mnie tak bardzo, że zapomniałem o tym co mnie otacza i dziękowałem Jezusowi za to, że życie z Nim jest tak wspaniałe. Ponieważ ta pieśń jest w języku angielskim, podaje poniżej jej treść w przekładzie na nasz język, aby każdy czytelnik mojego bloga mógł również doświadczyć tego błogosławieństwa.

Nigdy nie powiedziałem, że dam ci srebro lub złoto

Albo, że nigdy nie poczujesz żaru ognia ani drżenia w zimnie

Ale powiedziałem, że nigdy nie przejdziesz przez ten świat sam

I powiedziałem, nie czyń tego świata swoim domem

 

Nigdy nie powiedziałem, że strach nie dopadnie cię w nocy

Albo, że nigdy nie będziesz musiał walczyć z samotnością 

Ale powiedziałem, że będę tuż obok ciebie

I powiedziałem, że zawsze pomogę ci w walce

 

Bo wiesz, że dałem obietnicę, którą zamierzam dotrzymać

Moja łaska będzie wystarczająca w każdej potrzebie

A moja miłość będzie kotwicą, której będziesz mógł się uchwycić

To jest obietnica, to jest obietnica, którą ci dałem

 

Nigdy nie powiedziałem, że przyjaciele nigdy nie odwrócą się od ciebie

Albo, że świat wokół ciebie nie potraktuje cię jak głupca

Ale powiedziałem, że tak jak mną, na pewno będą gardzić tobą

I powiedziałem, że moje drogi wprawiają mądrych w zakłopotanie

 

Nie powiedziałem, że nigdy nie skosztujesz gorzkiego pocałunku śmierci

Ani, że musisz przejść przez chłodny Jordan, by wejść do odpocznienia

I powiedziałem, że będę czekać po drugiej stronie

(Tak tak)

Powiedziałem, że osuszę każdą łzę, którą zapłaczesz

Często zapominamy o treści obietnic, jakie Pan Jezus zostawił dla Swoich naśladowców. Zamiast trzymać się kurczowo słów Pana Jezusa, wmawiamy sobie zapewnienia wspaniałego życia wolnego od doznań, jakie przynosi nam życie. Pan Jezus zapewniał, że nigdy nie opuści tych, którzy zdecydują się Go naśladować i że skoro świat Go nienawidził, nas spotka to samo. Polecam lekturę jednego tylko rozdziału z Ewangelii Mateusza, aby zobaczyć jak wygląda życie zgodne z obietnicą Pana Jezusa. Jest to tzw. Mowa misyjna, jaką znajdziemy w 10 rozdziale wspomnianej Ewangelii.

Pan Jezus wzywa nas do Siebie, gdyż tylko z Nim możemy bezpiecznie przejść przez całe nasze życie. Wprawdzie słowa z tego rozdziału skierowane są do uczniów, których wówczas wybrał i powołał do naśladowania, lecz ewangelista Mateusz swój opis życia Pana Jezusa kończy słowami: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do końca świata” (Mat. 28:20), co oznacza, że On zapewnia te same warunki dla wszystkich przez wszystkie wieki - czyli również i dla nas.

Powróćmy więc do wspomnianego wcześniej rozdziału, aby przyjrzeć się warunkom, z jakimi spotkają się uczniowie wysłani na wielką misję. Ogólna charakterystyka tej służby zapisane jest w słowach: „Oto Ja posyłam was jak owce między wilki” (Mat. 10:10). Nawet małe dziecko wie, na czym polega ta relacja. Zauważmy, iż Pan Jezus nie zapowiedział utworzenia kasty uprzywilejowanego kleru, który w odrębnych szatach będzie wyróżniał się w tłumie laików, aby głębokim pokłonem pozdrawiano wielebnych naśladowców Chrystusa. Pan Jezus raczej zapowiedział: „Będziecie znienawidzeni przez wszystkich ze względu na Moje imię” (w. 22). Ewangelista Łukasz rozjaśnił jeszcze bardziej tę prawdę, nazywając to błogosławieństwem - „Błogosławieni jesteście, gdy ludzie was znienawidzą, gdy was odtrącą i będą wam ubliżać oraz pozbawią was dobrego imienia ze względu na Syna Człowieczego” (Łuk. 6:22). Dalej pisze, że takie traktowanie nie jest powodem do płaczu, lecz wprost nakazuje: „Cieszcie się w tym dniu i skaczcie z radości, bo wielka będzie wasza nagroda w niebie” (w. 23).

Ewangelista Jan wyjaśnia, dlaczego świat tak traktuje posłańców Jezusa Chrystusa - „Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że Mnie wcześniej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby was jak swoją własność. Ponieważ jednak ze świata nie jesteście, bo Ja was wybrałem ze świata, dlatego świat was nienawidzi” (Jan 15:18,19). Mateusz natomiast stwierdza jednoznacznie, że „uczeń nie przewyższa nauczyciela ani sługa swego pana” (Mat. 10:24). Dlatego nie powinny nas dziwić nieprzyjazne gesty i wrogie traktowanie przez tych, którzy nadal „postępują według zasad tego świata, posłuszni władcy sił, które unoszą się w powietrzu, duchowi, który teraz działa w synach buntu” (Efez. 2:2). Dlatego Pan Jezus pociesza nas słowami: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą” (Mat. 10:28). Tę obietnicę, że duszy nie mogą zabić, może zrozumieć jedynie ten, kto narodził się na nowo. Tylko ten rozumie wartość dziecka Bożego w oczach Ojca i widzi wielkie pocieszenie w słowach: „Czy nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież wbrew woli waszego Ojca żaden z nich nie spadnie na ziemię. U was zaś policzone są nawet wszystkie włosy na głowie. Dlatego nie bójcie się: Jesteście cenniejsi niż wiele wróbli” (Mat. 10:29-31).

Nasze życie z Chrystusem polega jedynie na naśladowaniu Mistrza. Pójście Jego śladami, to wzięcie krzyża, tak jak On to uczynił. Pan Jezus kończy tę mowę słowami: „Kto nie bierze swego krzyża i nie idzie za Mną, nie jest Mnie godny. Kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swoje życie ze względu na Mnie, zachowa je” (Mat. 10:38,39).

Tysiąc lat przed Chrystusem król Dawid, znienawidzony, przepędzany z miejsca na miejsce, wyznał: „choćbym nawet szedł doliną cienia śmierci, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Ps. 23:4). Obecność Boga, Pana Jezusa z nami, jest największym gwarantem tego, że nikt i nic „nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, naszym Panu” (Rzym. 8:39).

Gdy mamy w pamięci tę obietnicę, możemy spokojnie przechodzić przez każdą dolinę, bez względu na to, czy jest to zaraza, choroba, ból, opuszczenie, czy cokolwiek innego. Nasz Dobry Pasterz powiedział: „Ja daję im życie wieczne, dlatego nie zginą na wieki i nikt nie wyrwie ich z Mojej ręki. Mój Ojciec, który Mi je dał, jest większy od wszystkich i nikt nie może wyrwać ich z Jego ręki” (Jan 10:28,29).

Henryk Hukisz

Link do pieśni „The Promise”