Saturday, March 20, 2021

Godzina Chrystusa - sąd

W rozważaniu „Nasza Pascha”, odwołując się do słów apostoła Pawła: „Chrystus przecież został zabity w ofierze jako nasza Pascha” (1 Kor 5:7), wskazałem na szczególny moment, gdy Pan Jezus zdecydował się zrealizować Swój cel, gdyż „umiłował swoich w świecie, i to umiłował ich do końca” (Jn 13:1)

Na sześć dni przed Paschą ewangelista Jan opisuje nam ponowną wizytę w domu Marii, Marty i Łazarza – tego samego, którego wcześniej przywrócił do życia. Gdy Marta przygotowywała wieczerzę, Maria wzięła drogocenny olejek i w proroczy sposób namaściła stopy Chrystusa, przygotowując Go na pogrzeb (Jn 12:1-8).

Następnie spotykamy Pana Jezusa, gdy na osiołku wjeżdża do Jerozolimy, witany przez tłum palmami i okrzykami: „Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imię Pana, Król Izraela!” (Jn 12:13). Ludzie dobrze zapamiętali to niezwykłe wydarzenie, kiedy „wywołał Łazarza z grobowca i wskrzesił go z martwych” (Jn 12:17). Widząc to, przywódcy religijni wpadli w gniew, uświadamiając sobie bezradnie: „Oto świat poszedł za Nim” (w. 19).

To był moment przełomowy. Na święto do Jerozolimy przybyli również pobożni Grecy; chcieli oddać pokłon Bogu w świątyni, a przy okazji pragnęli zobaczyć Jezusa. Wszyscy o Nim mówili – nie tylko z powodu wskrzeszenia Łazarza, ale i licznych uzdrowień. Słuchacze Jego nauki przyznawali, że nikt wcześniej nie przemawiał z taką mocą, co budziło furię znawców Prawa, którzy nie potrafili Mu nic zarzucić. Kim jest ten Jezus? Grecy koniecznie chcieli Go poznać.

Gdy Pan Jezus dowiedział się o ich poszukiwaniach, zwrócił się do uczniów słowami: „Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy” (Jn 12:23). Być może uczniowie nie pojęli wówczas wagi tych słów. Zapewne zdziwili się jeszcze bardziej, gdy zamiast prostej odpowiedzi usłyszeli przypowieść o ziarnie pszenicy, które musi wpaść w ziemię i obumrzeć, by wydać obfity plon. Tym ziarnem było Jego własne życie.

Wyobrażam sobie chwilę, w której wyraz twarzy Chrystusa drastycznie się zmienia. Jego oblicze traci spokój. Jan ewangelista notuje, że Jego „dusza się zatrwożyła” (Jn 12:27). Przed oczami Pana stanął obraz krzyża i męczeńskiej śmierci. Właśnie w tym celu przyszedł na świat – by uwielbić Ojca. Powiedział otwarcie: „Przecież przyszedłem dla tej godziny. Ojcze, uwielbij swoje imię!” (Jn 12:27-28). Uczniowie usłyszeli wtedy jedynie potężny dźwięk – jedni brali go za grzmot, inni za głos anioła.

Jezus wyjaśnił im: „Ten głos rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was” (Jn 12:30). Całe Jego ziemskie życie było darem dla ludzi. Jak zapisał Mateusz: „Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i oddać swoje życie jako okup za wielu” (Mt 20:28). Właśnie wybijała ta godzina.

W rozmowie z Ojcem Chrystus potwierdził, że nie cofnie się przed misją. W odpowiedzi usłyszał: „I uwielbiłem, i znów uwielbię” (Jn 12:28). Chodziło o to, by Bóg Ojciec został w pełni uwielbiony w dziele Syna. Później apostoł Paweł napisze, że Jezus „uniżył samego siebie, gdyż był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci na krzyżu” (Flp 2:8).

Pan Jezus wskazał na trzy cele, które zrealizują się przez Jego śmierć: „Teraz odbywa się sąd nad tym światem, teraz władca tego świata będzie wyrzucony na zewnątrz, a Ja, gdy zostanę wywyższony nad ziemię, pociągnę wszystkich do siebie” (Jn 12:31-32).

Dziś chcę skupić się na pierwszym z nich: uwielbieniu Boga poprzez dokonanie sądu nad światem.

Kiedy myślimy o sądzie Bożym, zazwyczaj przesuwamy go na koniec czasów, przed oblicze sprawiedliwego Boga. Przywołujemy słowa proroka Daniela: „A wielu z tych, którzy śpią w prochu ziemi, się zbudzi. Jedni do życia wiecznego, drudzy zaś ku hańbie, ku wiecznej odrazie” (Dn 12:2). O jakim więc sądzie mówił Chrystus, twierdząc, że odbywa się on „teraz”, w godzinie Jego śmierci?

Jezus wyjaśniał Żydom, że kto słucha Jego słowa i wierzy Posłanemu, ten już ma życie wieczne. Mówił: „Zbliża się godzina, i teraz już jest, gdy umarli usłyszą głos Syna Bożego i ci, którzy usłyszą, będą żyć” (Jn 5:25). Słuchacze mogli być zdezorientowani gdyż myśleli, że wpierw musi odbyć się sąd, na którym zostanie rozstrzygnięte, kto może otrzymać życie wieczne. Przecież Jezus odpowiedział: „Jak bowiem Ojciec ma życie w sobie, tak też sprawił, żeby i Syn miał życie w sobie. Dał Mu władzę sądzenia, bo jest Synem Człowieczym” (Jn 5:26,27). Jezus odwołuje się znów do godziny, jaka nadchodzi, gdy „wszyscy, którzy są w grobach, usłyszą Jego głos, i ci, którzy dobrze czynili, powstaną do życia, ci zaś, którzy źle czynili, powstaną na potępienie” (w. 28:29). Jezus mówi, że sąd odbywa się w chwili konfrontacji z Chrystusem. Dla tych, którzy w Niego wierzą, śmierć ziarna pszenicy oznacza przejście do życia, a nie na potępienie.

W rozmowie z Nikodemem Jezus wyjaśnił te kwestię, mówiąc: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że dał swego Jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (Jan 3:16).  Na tym polega wiara w Pana Jezusa, że „kto wierzy w Niego, nie jest sądzony, a kto nie wierzy, już został osądzony, gdyż nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Boga” (w. 18). Czy to nie jest jasne?

Boży sąd polega na tym, że na świat przyszła Prawda. W momencie śmierci Chrystusa, gdy Baranek Boży złożył ofiarę zadośćuczynienia, dokonał się podział: ci, którzy uwierzyli, przeszli ze śmierci do życia. „Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne, kto zaś nie jest posłuszny Synowi, nie doświadczy życia, ale gniew Boży pozostaje nad nim” (Jn 3,36).

Apostoł Paweł, wychowany w surowym Prawie, po spotkaniu z Jezusem wyznał: „Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2:20). Dlatego „żadne potępienie nie zagraża tym, którzy są w Jezusie Chrystusie” (Rz 8:1).

Podsumowując ten aspekt „godziny, na którą przyszedł Chrystus”, chcę powiedzieć, że dla tych, którzy uwierzyli, że Chrystus jest Bożym Barankiem oddającym życie za wielu, sąd Boży już się dokonał – dwa tysiące lat temu na krzyżu. To właśnie wtedy zapadł wyrok „Niewinny” dla każdego, kto z ufnością wyzna swoje grzechy przed Zbawicielem. W tej przełomowej godzinie Jezus wziął na siebie nasze winy i poniósł karę śmierci, która należała się nam. Tym aktem Chrystus w sposób absolutny uwielbił imię Ojca, składając ofiarę o nieskończonej wartości.

Jak wielką pewność daje nam dzieło dokonane w tamtym momencie? Czy można mieć całkowitą ufność co do swojego zbawienia, wierząc w Chrystusa całym sercem? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w kolejnym rozważaniu, omawiając drugi cel, który Jezus osiągnął w godzinie, przed którą stanął owego dnia w Jerozolimie.

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.