Sunday, November 1, 2026

Między mądrością a pychą

Masz pełną wolność w wyborze grzechu, ale tracisz jakąkolwiek wolność w wyborze jego konsekwencji.

W Biblii znajdujemy bardzo pouczającą historię z początków Izraela, gdy umarł Salomon i władzę po nim objął jego syn Roboam.  

„Wówczas król Roboam poradził się starszyzny, która służyła Salomonowi, jego ojcu, gdy jeszcze żył, i zapytał: Co mi radzicie odpowiedzieć temu ludowi? Oni zaś mu powiedzieli: Jeśli dzisiaj staniesz się sługą tego ludu, będziesz im służył i zwrócisz się do nich, przemawiając do nich łagodnymi słowami, to będą ci służyć po wszystkie dni. Lecz on odrzucił radę, której mu udzieliła starszyzna i poradził się młodzieńców, którzy z nim wyrośli i stanowili jego otoczenie” (1 Krl 12,6-8).  

Kiedy patrzymy na losy biblijnego króla Roboama, przed naszymi oczami staje obraz człowieka, który trzymał w rękach klucze do wielkiego królestwa, a jednak pozwolił, by przemknęły mu one przez palce. Często myślimy o nim jako o odległej postaci z kart Starego Testamentu, zapominając, że dramat, który rozegrał się w jego sercu, może rozgrywać się codziennie w życiu każdego z nas. To dramat wyboru między mądrością a pychą, między cichym głosem doświadczenia a krzykliwym chórem tych, którzy chcą przypodobać się naszym własnym ambicjom.

Roboam stanął na rozdrożu, mając po jednej stronie potęgę zbudowaną przez Dawida i Salomona, po drugiej natomiast, stał zmęczony i udręczony lud, który prosił jedynie o odrobinę miłosierdzia i ulgi. I w tym kluczowym momencie, zamiast zgiąć kolana przed Bogiem i podobnie jak jego ojciec szukać rady u tych, którzy mieli ogromne doświadczenie w rządzeniu państwem, młody król zwrócił się ku swoim rówieśnikom – ku przyjaciołom, z którymi dzielił beztroskie lata młodości i komfortu, jaki zapewniało mu otoczenie królewskiego pałacu.

Jakże bliska jest nam ta postawa, jakże boleśnie ludzka! Roboam odrzucił starców, bo ich słowa były trudne, wymagały pokory, zaparcia się siebie i postawienia bliźniego ponad własne „ja”. Starszyzna mówiła mu: służ, a będą ci służyć. To ewangeliczna prawda, jakiej nauczał Jezus: „Kto by chciał stać się wielkim między wami, niech będzie waszym sługą” (Mt 20, 26).

Prawdziwa wielkość rodzi się ze służby. Chrystus nie tylko tego nauczał, lecz zostawił nam przykład, gdy jako Nauczyciel i Pan wstał od stołu, przepasał się ręcznikiem i zaczął umywać brudne nogi swoim uczniom – czynność, którą w tamtych czasach wykonywali wyłącznie najniżsi słudzy lub niewolnicy. A na koniec powiedział: „Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (Jn 13, 1–15).

Jednak młode serce Roboama, podsycane podszeptami rówieśników, zapragnęło pokazu siły. Koledzy z lat dziecięcych, którzy nie znali trudu życia, a jedynie wygody królewskich pałaców, wlewali w jego uszy truciznę pychy, mówiąc, by pokazał, kto tu rządzi. Przekonali go, że ustępstwo to słabość, a twarda ręka to jedyny dowód autorytetu. Uległ im, bo ich głos brzmiał znajomo, komfortowo i łechtał jego ego. Odpowiedział ludowi: „a ja będę was karał biczami kolczastymi” (1 Krl 12,11). W tym samym momencie jego królestwo pękło na pół, niczym naczynie gliniane, które wypadło z ręki.

Ta starożytna lekcja bije na alarm szczególnie dzisiaj, gdy ta sama toksyczna rada rówieśników nie przychodzi już tylko z ust kilku przychylnych nam kolegów, ale zalewa nas milionami głosów z ekranów smartfonów. Czym są dzisiejsze algorytmy mediów społecznościowych, jeśli nie cyfrowym gabinetem doradców Roboama? Współczesna presja rówieśnicza ukryta w lajkach, komentarzach i trendach na FB czy Instagramie krzyczy do nas każdego dnia: „Musisz zaimponować!”, „Musisz pokazać swój potencjał!”, „Nie daj sobie napluć w twarz!”.

Młodzi, i nie tylko młodzi ludzie, poddawani są nieustannej presji tłumu, który nie bierze żadnej odpowiedzialności za ich życie. Wirtualne „echo-komory” utwierdzają nas w naszych najgorszych instynktach. Ileż to razy w pogoni za akceptacją cybernetycznych rówieśników niszczymy swoje zdrowie, relacje z rodzicami, a nawet poczucie własnej wartości? Gotowi jesteśmy poświęcić nasze wartości dla poklasku ludzi, którzy za chwilę znikną, gdy tylko zmieni się trend algorytmów.

Biblia na wielu stronach pokazuje, jak tragiczny w skutkach bywa ten ślepy pęd za głosem otoczenia. Spójrzmy na Amnona, innego syna Dawida, który zapłonął złą namiętnością. Nie szukał rady u Boga, ale posłuchał swojego sprytnego przyjaciela Jonadaba. Ten chytry plan młodego przyjaciela doprowadził do hańby, rodzinnej tragedii i wreszcie do śmierci samego Amnona.

Przypomnijmy sobie Heroda Antypasa – człowieka, który rzekomo szanował Jana Chrzciciela. A jednak pod wpływem namowy i presji współbiesiadników, rówieśników zebranych na uczcie, wydał wyrok śmierci na proroka, bojąc się utraty twarzy przed ludźmi siedzącymi przy stole. Podobnie jak król Saul, pierwszy władca Izraela, stracił Boże błogosławieństwo, bo jak sam wyznał: „Zgrzeszyłem. Przekroczyłem rozkaz PANA i twoje słowa, ponieważ bałem się ludu i posłuchałem jego głosu” (1 Sm 15, 24).

Zastanówmy się dzisiaj, w tym cichym zamyśleniu, kogo my dopuszczamy do głosu w naszych życiowych decyzjach. Kto doradza naszym sercom, gdy musimy podjąć decyzje o małżeństwie, o wychowaniu dzieci, o uczciwości w pracy czy o kierunku naszego życia? Jakże często uciekamy od mądrości rodziców, dziadków czy mądrych mentorów, uciekając w bezpieczne ramiona rówieśniczych baniek informacyjnych. Szukamy poklasku u tych, którzy myślą dokładnie tak samo jak my, którzy utwierdzają nas w naszych błędach i mówią: „masz prawo”, „pokaż im”, „nie daj sobą pomiatać”.

Wybór rady młodych doprowadził do tragedii – natychmiastowego rozpadu królestwa (Izrael odwrócił się od Pana, a przy Roboamie zostały tylko Juda i Beniamin). Roboam myślał, że twardą ręką i butą zbuduje swoją wielkość i siłę, a w rzeczywistości stracił wszystko przez brak zdolności do pochylenia się nad drugim człowiekiem. Kroniki opisujące rządy Roboama są pasmem strat i duchowego upadku. W końcu napadł na niego faraon Sziszak i „zabrał skarby domu PANA i skarby domu królewskiego. Zabrał to wszystko, także wszystkie złote tarcze, które sporządził Salomon” (1 Krl 14,26). Jakże żałosny koniec spowodowany złym doradztwem.  

Zestawiając tę historię z postawą Jezusa, widać to jak na dłoni: Świat reprezentowany przez młodych doradców Roboama mówi: kto ma władzę, ten rządzi batem i pokazuje swoją siłę. Jezus mówi: kto chce być wielki, niech będzie sługą – bo prawdziwy autorytet zdobywa się nie strachem i przemocą, ale miłością, gotowością do dialogu i autentyczną troską o człowieka.

Współczesne doradztwo rówieśników, pozbawione fundamentu prawdy i odpowiedzialności, niszczy dziś ludzkie życia, rozpala konflikty i rozbija rodziny, tak jak niegdyś rozbiło Izrael. Niech ta historia będzie dla nas rachunkiem sumienia i wezwaniem do poszukiwania prawdziwej mądrości, która nie zawsze jest modna, nie zawsze jest miła dla ucha, ale jako jedyna ma moc ocalić nasze osobiste życie przed ruiną.

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.