Tuesday, September 29, 2026

Tryptyk – Dłużna miłość

Łukasz w swojej Ewangelii umieścił trzy podobne historie, w których zestawiał ze sobą dwie charakterystyczne postacie: sprawiedliwego i grzesznika. Trzecią i najważniejszą osobą w tych opowiadaniach jest zawsze Chrystus – choć tylko w jednym z nich obecny osobiście.

Krótka forma tego rozważania nie pozwala na pełne przedstawienie refleksji nad tymi fragmentami, dlatego postanowiłem napisać trzy kolejne teksty pod wspólnym tytułem „Tryptyk” – na wzór trójdzielnego obrazu lub płaskorzeźby przedstawiającej jeden motyw.

W siódmym rozdziale Ewangelii (wersety 36–50) Łukasz opisuje wydarzenie z domu pewnego faryzeusza o imieniu Szymon, który zaprosił Chrystusa na posiłek. Wszystko przebiegało zgodnie z planem gospodarza, aż do momentu, gdy spokojną atmosferę przyjęcia zakłóciła kobieta. Nie znamy jej imienia, ale dobrze znamy styl jej życia – była powszechnie uważana za grzesznicę. Weszła nieproszona. Faryzeusz, przekonany o własnej sprawiedliwości, nigdy przecież nie pozwoliłby, aby próg jego domu przekroczyła osoba o „takiej” reputacji. Gdyby nie jego ukryty plan sprawdzania, jak w tej sytuacji zachowa się zaproszony Nauczyciel, z pewnością kazałby sługom natychmiast wyrzucić ją na ulicę.

Kobieta ta miała jednak ogromne pragnienie spotkania z Kimś, o kim już wcześniej musiała wiele słyszeć. Nie dbała o to, co może ją spotkać w domu człowieka mieniącego się stróżem prawdziwej moralności. Weszła do izby pełnej ludzi i znosząc ich oburzone spojrzenia, odnalazła wzrokiem Tego, który całkowicie zawładnął jej sercem. Cicho podeszła do Jego stóp – nie śmiała nawet spojrzeć Mu w oczy.

Łukasz ze szczegółami opisuje to niezwykłe zachowanie. Widzimy, że kobieta przyszła przygotowana – zanim wyruszyła na poszukiwanie przełomu w swoim życiu, zabrała ze sobą flakon drogocennego olejku. Jak czytamy: „A stanąwszy z tyłu u nóg jego, zapłakała i zaczęła łzami zlewać nogi jego i włosami swojej głowy wycierać, a całując jego stopy, namaszczała je olejkiem” (w. 38).

Ta postawa jasno pokazuje jedno: miała w sercu ogromną potrzebę wyrażenia głębokiego uczucia, które całkowicie ją wypełniało. Fiodor Dostojewski pisał, że gdyby myśli kryjące się w ludzkich sercach wydzielały zapach, na świecie rozniósłby się odór nie do zniesienia, a my wszyscy zginęlibyśmy z powodu zatrucia.

Chrystus znał myśli Szymona – nawet te, których faryzeusz nie odważyłby się wypowiedzieć na głos. Zwrócił się więc bezpośrednio do niego: „Szymonie, mam ci coś do powiedzenia.”

Gdy gospodarz przytaknął, Jezus opowiedział historię o dwóch dłużnikach: jeden był winien większą kwotę, drugi mniejszą, lecz obu dług podarowano. Następnie zadał faryzeuszowi zaskakująco proste pytanie: „Który więc z nich będzie go bardziej miłował?”

Szymon odpowiedział dyplomatycznie, zaczynając ostrożnie od słowa „sądzę” – na wypadek, gdyby Jezus zmierzał do podchwytliwej konkluzji. Faryzeusz dbał przede wszystkim o własną reputację, zwłaszcza w obecności znanej grzesznicy. Chciał być gotowy na każdą ewentualność.

Wtedy Jezus, wskazując na kobietę, udzielił mu bolesnej lekcji. Zestawił postawę dumnego gospodarza z postawą pogardzanej przez niego kobiety. Szymon, przekonany o własnej nienaganności, usłyszał całą listę podstawowych gestów gościnności, których zaniedbał. W tamtejszej kulturze przyjęcie gościa z szacunkiem było rzeczą oczywistą: umycie nóg po podróży, namaszczenie głowy olejkiem na znak pokoju czy pozdrowienie pocałunkiem stanowiły świadectwo domu dbającego o obyczaje i pobożność. Faryzeusz nie zrobił nic z tych rzeczy. Poczuł się publicznie upokorzony, ale to nie Jezus go poniżył – On po prostu odsłonił jego prawdziwe, pełne pychy serce. Spełniły się tu słowa samego Chrystusa: „A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz?” (Mat. 7:3).

Chęć wywierania na innych wrażenia swoją pobożnością staje się niebezpieczna, gdy stajemy w świetle słów Chrystusa. One jak miecz prześwietlają prawdę o człowieku. Takie właśnie jest Słowo Boże: „...zdolne osądzić zamiary i myśli serca; i nie ma stworzenia, które by się mogło ukryć przed nim, przeciwnie, wszystko jest obnażone i odsłonięte przed oczami tego, przed którym musimy zdać sprawę.” (Hbr 4:12–13).

Spójrzmy teraz na drugą postać tej historii – na tę kobietę – i zapytajmy: co nią kierowało?

Jedno jest pewne: pragnęła zerwać z dotychczasowym życiem i zacząć wszystko od nowa. Nikt jednak nie potrafił jej pomóc. Zewsząd słyszała jedynie potępienie. Być może byli i tacy, którzy czerpiąc korzyści z jej dotychczasowego zajęcia, przekonywali ją, że zmiana jest niemożliwa i „tak już musi być”. Ona jednak, świadoma swojego wielkiego długu wobec Boga, postanowiła odmienić swój los i odnaleźć prawdziwy sens życia.

Jezus, który bezbłędnie czytał w ludzkich sercach, doskonale wiedział, co się w niej dzieje. Jestem przekonany, że przyjął zaproszenie Szymona głównie ze względu na nią, a nie dla samego faryzeusza. Podobnie jak w przypadku Natanaela, o którym powiedział, zanim go jeszcze osobiście spotkał: „Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma fałszu” (J 1:47) – Jezus widział tę kobietę pod jej własnym „drzewem figowym”.

Każdy człowiek ma w sobie głęboko zakorzenioną potrzebę relacji ze swoim Stwórcą. Apostoł Paweł napisał: „Wiemy bowiem, że całe stworzenie wespół wzdycha i wespół boleje aż dotąd” (Rz 8:22).

Ludzki duch poprzez głos sumienia woła do Boga nawet w najciemniejszych momentach życia. Bóg objawia się na wiele sposobów – także przez Kościół, który jest Ciałem Chrystusa w świecie, oraz przez piękno i porządek stworzenia. Niestety, często bywa tak, że ludzie: „...poznawszy Boga, nie uwielbili go jako Boga i nie złożyli mu dziękczynienia, lecz znikczemnieli w myślach swoich, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności” (Rz 1:21).

Upadły świat potrzebuje Dobrego Pasterza – i właśnie do takich ludzi przyszedł Chrystus, aby szukać i zbawić to, co zginęło.

Bohaterka tej historii, pokonując paraliżujący wstyd i liczne przeszkody, poszła za głosem serca. Zamieszkała w nim miłość do Chrystusa – jedynego, który miał moc przebaczyć jej grzechy. Świadoma długu wdzięczności, odrzuciła ludzkie opinie, upadła do Jego stóp i w cichości wyznała Mu swoją miłość.

Na pożegnanie usłyszała słowa, które przerosły jej najśmielsze oczekiwania: „Wiara twoja zbawiła cię, idź w pokoju.”

Na tym właśnie polega łaska – Bóg daje nam o wiele więcej, niż śmiemy Go prosić.

„Każdy, kto w Niego wierzy, nie będzie zawstydzony.” (Rzym 10:11)

Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.