Krótka forma tego rozważania nie pozwala na pełne
przedstawienie refleksji nad tymi fragmentami, dlatego postanowiłem napisać
trzy kolejne teksty pod wspólnym tytułem „Tryptyk” – na wzór trójdzielnego
obrazu lub płaskorzeźby przedstawiającej jeden motyw.
W siódmym rozdziale Ewangelii (wersety 36–50) Łukasz opisuje
wydarzenie z domu pewnego faryzeusza o imieniu Szymon, który zaprosił Chrystusa
na posiłek. Wszystko przebiegało zgodnie z planem gospodarza, aż do momentu,
gdy spokojną atmosferę przyjęcia zakłóciła kobieta. Nie znamy jej imienia, ale
dobrze znamy styl jej życia – była powszechnie uważana za grzesznicę. Weszła
nieproszona. Faryzeusz, przekonany o własnej sprawiedliwości, nigdy przecież
nie pozwoliłby, aby próg jego domu przekroczyła osoba o „takiej” reputacji.
Gdyby nie jego ukryty plan sprawdzania, jak w tej sytuacji zachowa się
zaproszony Nauczyciel, z pewnością kazałby sługom natychmiast wyrzucić ją na
ulicę.
Kobieta ta miała jednak ogromne pragnienie spotkania z Kimś,
o kim już wcześniej musiała wiele słyszeć. Nie dbała o to, co może ją spotkać w
domu człowieka mieniącego się stróżem prawdziwej moralności. Weszła do izby
pełnej ludzi i znosząc ich oburzone spojrzenia, odnalazła wzrokiem Tego, który
całkowicie zawładnął jej sercem. Cicho podeszła do Jego stóp – nie śmiała nawet
spojrzeć Mu w oczy.
Łukasz ze szczegółami opisuje to niezwykłe zachowanie.
Widzimy, że kobieta przyszła przygotowana – zanim wyruszyła na poszukiwanie
przełomu w swoim życiu, zabrała ze sobą flakon drogocennego olejku. Jak
czytamy: „A stanąwszy z tyłu u nóg jego, zapłakała i zaczęła łzami zlewać
nogi jego i włosami swojej głowy wycierać, a całując jego stopy, namaszczała je
olejkiem” (w. 38).
Ta postawa jasno pokazuje jedno: miała w sercu ogromną
potrzebę wyrażenia głębokiego uczucia, które całkowicie ją wypełniało. Fiodor
Dostojewski pisał, że gdyby myśli kryjące się w ludzkich sercach wydzielały
zapach, na świecie rozniósłby się odór nie do zniesienia, a my wszyscy
zginęlibyśmy z powodu zatrucia.
Chrystus znał myśli Szymona – nawet te, których faryzeusz
nie odważyłby się wypowiedzieć na głos. Zwrócił się więc bezpośrednio do niego:
„Szymonie, mam ci coś do powiedzenia.”
Gdy gospodarz przytaknął, Jezus opowiedział historię o dwóch
dłużnikach: jeden był winien większą kwotę, drugi mniejszą, lecz obu dług
podarowano. Następnie zadał faryzeuszowi zaskakująco proste pytanie: „Który
więc z nich będzie go bardziej miłował?”
Szymon odpowiedział dyplomatycznie, zaczynając ostrożnie od
słowa „sądzę” – na wypadek, gdyby Jezus zmierzał do podchwytliwej
konkluzji. Faryzeusz dbał przede wszystkim o własną reputację, zwłaszcza w
obecności znanej grzesznicy. Chciał być gotowy na każdą ewentualność.
Wtedy Jezus, wskazując na kobietę, udzielił mu bolesnej
lekcji. Zestawił postawę dumnego gospodarza z postawą pogardzanej przez niego
kobiety. Szymon, przekonany o własnej nienaganności, usłyszał całą listę
podstawowych gestów gościnności, których zaniedbał. W tamtejszej kulturze
przyjęcie gościa z szacunkiem było rzeczą oczywistą: umycie nóg po podróży,
namaszczenie głowy olejkiem na znak pokoju czy pozdrowienie pocałunkiem
stanowiły świadectwo domu dbającego o obyczaje i pobożność. Faryzeusz nie zrobił
nic z tych rzeczy. Poczuł się publicznie upokorzony, ale to nie Jezus go
poniżył – On po prostu odsłonił jego prawdziwe, pełne pychy serce. Spełniły się
tu słowa samego Chrystusa: „A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a
belki w oku swoim nie dostrzegasz?” (Mat. 7:3).
Chęć wywierania na innych wrażenia swoją pobożnością staje
się niebezpieczna, gdy stajemy w świetle słów Chrystusa. One jak miecz
prześwietlają prawdę o człowieku. Takie właśnie jest Słowo Boże: „...zdolne
osądzić zamiary i myśli serca; i nie ma stworzenia, które by się mogło ukryć
przed nim, przeciwnie, wszystko jest obnażone i odsłonięte przed oczami tego,
przed którym musimy zdać sprawę.” (Hbr 4:12–13).
Spójrzmy teraz na drugą postać tej historii – na tę kobietę
– i zapytajmy: co nią kierowało?
Jedno jest pewne: pragnęła zerwać z dotychczasowym życiem i
zacząć wszystko od nowa. Nikt jednak nie potrafił jej pomóc. Zewsząd słyszała
jedynie potępienie. Być może byli i tacy, którzy czerpiąc korzyści z jej
dotychczasowego zajęcia, przekonywali ją, że zmiana jest niemożliwa i „tak już
musi być”. Ona jednak, świadoma swojego wielkiego długu wobec Boga, postanowiła
odmienić swój los i odnaleźć prawdziwy sens życia.
Jezus, który bezbłędnie czytał w ludzkich sercach, doskonale
wiedział, co się w niej dzieje. Jestem przekonany, że przyjął zaproszenie
Szymona głównie ze względu na nią, a nie dla samego faryzeusza. Podobnie jak w
przypadku Natanaela, o którym powiedział, zanim go jeszcze osobiście spotkał: „Oto
prawdziwy Izraelita, w którym nie ma fałszu” (J 1:47) – Jezus widział tę
kobietę pod jej własnym „drzewem figowym”.
Każdy człowiek ma w sobie głęboko zakorzenioną potrzebę
relacji ze swoim Stwórcą. Apostoł Paweł napisał: „Wiemy bowiem, że całe
stworzenie wespół wzdycha i wespół boleje aż dotąd” (Rz 8:22).
Ludzki duch poprzez głos sumienia woła do Boga nawet w
najciemniejszych momentach życia. Bóg objawia się na wiele sposobów – także
przez Kościół, który jest Ciałem Chrystusa w świecie, oraz przez piękno i
porządek stworzenia. Niestety, często bywa tak, że ludzie: „...poznawszy
Boga, nie uwielbili go jako Boga i nie złożyli mu dziękczynienia, lecz
znikczemnieli w myślach swoich, a ich nierozumne serce pogrążyło się w
ciemności” (Rz 1:21).
Upadły świat potrzebuje Dobrego Pasterza – i właśnie do
takich ludzi przyszedł Chrystus, aby szukać i zbawić to, co zginęło.
Bohaterka tej historii, pokonując paraliżujący wstyd i
liczne przeszkody, poszła za głosem serca. Zamieszkała w nim miłość do
Chrystusa – jedynego, który miał moc przebaczyć jej grzechy. Świadoma długu
wdzięczności, odrzuciła ludzkie opinie, upadła do Jego stóp i w cichości
wyznała Mu swoją miłość.
Na pożegnanie usłyszała słowa, które przerosły jej
najśmielsze oczekiwania: „Wiara twoja zbawiła cię, idź w pokoju.”
Na tym właśnie polega łaska – Bóg daje nam o wiele więcej,
niż śmiemy Go prosić.
„Każdy, kto w Niego wierzy, nie będzie zawstydzony.”
(Rzym 10:11)
Henryk Hukisz

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.