Zwrot „w samo południe” przeciętnemu czytelnikowi kojarzy
się pewnie z klasycznym westernem (High Noon). W Biblii natomiast
czytamy o zjawisku o wiele głębszym – o wyjątkowej wizycie właśnie w
najgorętszej porze dnia. Spotkania tego typu zawsze towarzyszyły przełomowym
momentom w historii Izraela: jak wtedy, gdy Jozue wprowadzał naród wybrany do
Ziemi Obiecanej, czy w czasach, gdy Bóg powoływał sędziów na ratunek błądzącemu
ludowi.
Dzisiaj, właśnie ze względu na ten żar lejący się z nieba,
moją uwagę przykuł opis spotkania Abrahama z wysłannikami Pana. Wydarzenie to
zapowiadało narodziny syna, którego Bóg obiecał mu kilkanaście lat wcześniej
jako początek wielkiego narodu i błogosławieństwo dla całej ziemi. Czternaście
lat przed tym wydarzeniem Sara, żona Abrahama, postanowiła „pomóc” Bogu w
realizacji Jego obietnicy. Wszyscy wiemy, jak to się skończyło – opłakane
skutki owej „ludzkiej pomocy” odczuwamy na Bliskim Wschodzie do dziś.
Tym razem jednak czytamy: „Potem PAN ukazał mu się pod
dębami Mamre, gdy siedział u wejścia do namiotu w upale dnia” (Rdz
18:1). Inne tłumaczenia oddają ten moment jeszcze trafniej: „w najgorętszej
porze dnia” (UBG), czy też „w skwarne południe” (BW). Jak widać, dla
Boga każda pora – czy to dzień, czy noc – jest dobra, by spotkać się z
człowiekiem.
Boża epifania objawiła się pod postacią trzech mężów.
Abraham, zgodnie z najlepszymi tradycjami wschodniej gościnności, przyjął ich
niezwykle serdecznie. Nie tylko obmyto im nogi zakurzone długą wędrówką po
bezdrożach, ale gospodarz od razu zaangażował cały dom, by przygotować świeży,
wyśmienity posiłek. Nie wypadało przecież podjąć takich gości czymkolwiek.
Dzisiaj Sara zapewne skoczyłaby szybko do najbliższego marketu po gotowe
przekąski, wtedy jednak wszystko przygotowywano od podstaw – na miejscu wypiekano
świeży chleb i przyrządzano najlepsze mięso.
Naród wybrany został wskazany według głębokiego
postanowienia Bożego serca. Bóg związał z nim mnóstwo wspaniałych obietnic, ale
i ostrzeżeń na wypadek nieposłuszeństwa. Podczas wcześniejszych rozmów o
przymierzu Abraham próbował podsunąć Bogu Ismaela jako tego, z którego miałby
powstać obiecany lud. Do tych zawiłości Bożych obietnic i ludzkich prób ich
obchodzenia odwoła się kilka tysięcy lat później apostoł Paweł w swoich listach
do chrześcijan.
Słońce wciąż stało wysoko, gdy Abraham stał przy wejściu do
namiotu i patrzył, jak trzej pielgrzymi posilają się w cieniu. Sary przy nich
nie było – przygotowawszy posiłek, usunęła się na bok. Zwyczaj nie pozwalał
kobietom brać udziału w męskich naradach. A jednak w tym momencie to właśnie
ona była kluczową postacią, bo to ona miała za rok urodzić „syna obietnicy”.
Bóg nie patrzy na wiek, płeć czy społeczne konwenanse. Każdy z nas może zostać
użyty przez Niego do realizacji wielkich rzeczy.
Obecność Sary przy stole nie była konieczna, by zapowiedzieć
wydarzenie, w które miała być bezpośrednio zaangażowana. Abraham usłyszał jasne
zapewnienie: „Na pewno powrócę do ciebie po upływie roku, a wtedy Sara,
twoja żona, będzie miała syna” (Rdz 18:10). Obietnica ta dotyczyła Izaaka.
Sara jednak, kierując się zwykłą ludzką ciekawością, podsłuchiwała całą rozmowę
zza zasłony namiotu.
Gdy usłyszała obietnicę, wybuchła cichym, ale gorzkim
śmiechem. Czy ci goście przemawiający w imieniu Boga nie wiedzieli, że jej wiek
biologiczny dawno minął? W dzisiejszych kategoriach medycznych powiedzielibyśmy
wprost: jej organizm przestał już funkcjonować w sposób umożliwiający poczęcie.
Ludzka, zdroworozsądkowa reakcja Sary zupełnie nas nie dziwi.
Podobnie było wiele wieków później, gdy do młodej dziewczyny
w Nazarecie przybył sam archanioł Gabriel, zapowiadając jeszcze bardziej
niezwykłe narodziny. Maria była młoda i bogobojna, ale z biologicznego i
prawnego punktu widzenia sprawa również wydawała się niemożliwa – była
dziewicą. Zadała więc racjonalne pytanie: „Jak to się stanie, przecież nie
znam mężczyzny?” (Łk 1:34).
W odpowiedzi na wątpliwości Sary padło fundamentalne pytanie
retoryczne: „A czy dla Pana jest coś niemożliwego?” (Rdz 18:14). Prawie
to samo zapewnienie usłyszała Maria od anioła: „Dla Boga bowiem nie ma nic
niemożliwego” (Łk 1:37).
To prawda jest niezmienna także dla nas. Bez względu na
okoliczności, pogodę, skwarne południe czy mroźny zimowy wieczór – u Boga
wszystko jest możliwe, ponieważ On jest Bogiem Wszechmogącym. Maria
odpowiedziała wysłannikowi: „Oto ja służebnica Pana, niech mi się stanie
według twego słowa” (Łk 1:38). Obyśmy i my mieli w sobie tyle samo ufności
do Ojca – Boga El Elyon (Boga Najwyższego), w którego rękach leży
wszystko.
Na koniec tego rozważania warto zwrócić uwagę na jeszcze
jedno obwieszczenie, które usłyszał Abraham tamtego upalnego dnia. Pan zapytał
sam siebie: „Czy mam przed Abrahamem ukryć swoje zamiary?” (Rdz 18:17).
Bóg ujawnił wtedy kluczową rzecz: wybrał Abrahama po to, by
ten uczył kolejne pokolenia dróg Pana, „czyniąc sprawiedliwość i prawo”
(Rdz 18:19). Ale o tym – oraz o tym, jak ludzie na przestrzeni wieków próbowali
przywłaszczać sobie te Boże pojęcia – postaram się napisać później.
Miejmy nadzieję, że już w nieco chłodniejszym dniu.
Henryk Hukisz

No comments:
Post a Comment
Note: Only a member of this blog may post a comment.