Sunday, July 26, 2015

Tania chwała?

Obserwuję ostatnio sporą fascynację różnego rodzaju festiwalami — mam tu oczywiście na myśli wydarzenia chrześcijańskie, często nazywane „festiwalami chwały”. Zastanawiam się jednak, komu tak naprawdę oddaje się cześć podczas takiego śpiewu. Z moją znajomością Biblii trudno mi doszukać się w tych wydarzeniach elementów typowych dla uwielbienia Boga — Stworzyciela nieba i ziemi — jakie znajduję na kartach Starego i Nowego Testamentu.

Tytuł rozważania zapożyczyłem z książki Dietricha Bonhoeffera „Naśladowanie”, w której autor zastanawia się, czy łaskę można traktować jak tani towar. Pisałem o tym w jednym z poprzednich artykułów (Tania łaska), starając się podkreślić cenę, jaką zapłacił Jezus Chrystus, abyśmy mieli do niej dostęp.

Uważam, że dokładnie to samo dzieje się dziś z próbami oddawania Bogu chwały. Organizowane współcześnie — nierzadko we współpracy z ludźmi nieodrodzonymi z Ducha — „festiwale chwały”, na których jedynie śpiewa się piosenki o Bogu i Jezusie, są typowym przykładem spłycenia prawdziwej czci, jakiej Bóg jest godzien. Pojawił się trend organizowania festiwali, zlotów, jarmarków i innych wielkich zgromadzeń przy akompaniamencie głośnych gitar i keyboardów. Wszystko to odbywa się na profesjonalnych scenach, w błysku laserów i reflektorów. Teksty piosenek bywają piękne i wzruszające, lecz jeśli całe wydarzenie zaczyna się i kończy na śpiewie, a brakuje w nim zwiastowania Ewangelii i wezwania do upamiętania, to mamy do czynienia z bardzo tanią, jarmarczną chwałą. Najlepszym sprawdzianem autentyczności takiego uwielbienia byłoby odłączenie zasilania w trakcie koncertu.

Pan Jezus w rozmowie z Samarytanką powiedział: „Bóg jest duchem, a ci, którzy Mu cześć oddają, powinni Mu ją oddawać w duchu i w prawdzie” (J 4:24). To jedno zdanie, wypowiedziane przez Tego, który najlepiej zna Ojca, zawiera dwa kluczowe warunki. Po pierwsze, Bóg szuka ludzi, którzy wielbią Go w Duchu — co oznacza, że prawdziwa chwała płynie wyłącznie z ust i serc tych, którzy narodzili się z Ducha. Po drugie, uwielbienie musi wypływać z serc, które poznały Boga i trwają w Prawdzie. Zgodnie ze słowami Jezusa, aby móc nazywać Boga Ojcem, trzeba najpierw poznać prawdę, która wyzwala (J 8:32).

Żydzi współcześni Jezusowi uważali, że do chwalenia Boga wystarczy samo pochodzenie od Abrahama. Odpowiedź Syna Bożego była dla nich szokująca. Jezus powiedział im wprost: „Wy macie diabla za ojca i chcecie spełniać pożądliwości waszego ojca. On był mężobójcą od początku i w prawdzie nie wytrwał, bo w nim nie ma prawdy. Gdy mówi kłamstwo, mówi od siebie, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” (J 8:44). Tylko Pan Jezus mógł wypowiedzieć tak surowe słowa, gdyż jedynie On znał prawdziwy stan ich serc.

Sam śpiew o Bogu to za mało — to nie to samo, co prawdziwe uwielbienie. Największym pragnieniem Boga jest to, „aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2:4). Można nauczyć się wspólnego wykonywania pieśni, ale to wcale nie oznacza, że Bóg je przyjmie. Bóg jest niezmienny — jak napisał apostoł Jakub: „U Niego nie ma żadnej odmiany ani nawet chwilowego zaćmienia” (Jk 1:17). A to znaczy, że tak jak wymagał od Izraela czci ze szczerego serca, tak tym bardziej oczekuje jej od Kościoła dzisiaj. Już w czasach proroka Izajasza Bóg zarzucał swojemu ludowi: „Ten lud zbliża się do Mnie ustami i czci Mnie wargami, ale jego serce jest daleko ode Mnie, a jego bojaźń przede Mną jest tylko wyuczonym ludzkim nakazem” (Iz 29:13).

Czy można zachwycać się tłumem śpiewającym podniosłe teksty? Jeśli serca śpiewających są nadal dalekie od Boga, bo nie zostały pojednane z Nim przez Chrystusa i nie nawróciły się w pokucie do Zbawiciela, to są to jedynie puste, tanie słowa. Pisałem o tym wcześniej (Jednego Ducha?) i chcę przypomnieć: Bóg godzien jest chwały oddawanej przez tych, którzy porzucili świat i zostali wyzwoleni z fałszywej religijności.

Jeżeli zachęca się do uwielbiania Boga osoby nieodrodzone z Ducha Świętego, które na co dzień oddają cześć obrazom czy figurom i uczestniczą w fałszywych rytuałach, to taki śpiew niczym nie różni się od „festiwalu chwały”, który zorganizował kiedyś Aaron pod Synajem. Gdy Mojżesz przebywał na górze, Izraelici nakłaniani przez błądzących przywódców „wstawszy wcześnie rano, złożyli ofiary całopalne i biesiadne; i usiadł lud, aby jeść i pić, a potem wstali, aby się bawić” (Wj 32:6). Atmosfera była iście festiwalowa — mimo braku nagłośnienia, laserów i efektów specjalnych.

Bóg jednak w swojej dobroci okazał Izraelowi łaskę. Wtedy Mojżesz prosił Pana: „Pokaż mi, proszę, Twoją chwałę!” (Wj 33:18). Mojżesz otrzymał ponowne zaproszenie na górę, by odebrać tablice Przykazań. Opis tego spotkania jest niezwykle istotny dla zrozumienia, jak należy zbliżać się do Boga przebywającego w obłoku swojej chwały.

Bóg oświadczył wtedy wyraźnie, że kto chce oddawać Mu cześć, nie może mieć udziału w pogańskim życiu okolicznych narodów: „Nie będziesz się kłaniał innemu bogu, albowiem Pan, którego imię jest 'Zazdrosny', jest Bogiem zazdrosnym” (Wj 34:14). Ceną za to, by nasza chwała stała się dla Boga miłą wonią, jest odłączenie się od wszystkiego, co Go obraża. Apostoł Paweł, ostrzegając wierzących, „aby nadaremnie łaski Bożej nie przyjmowali” (2 Kor 6:1), zadaje szereg retorycznych pytań: „Co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością? Albo jaka jest społeczność między światłością a ciemnością?” (2 Kor 6:14). Ludzie, którzy nie zostali ożywieni przez nieskazitelne nasienie Słowa Bożego, przypominają po prostu śpiewające mumie.

Obietnica Boga: „Będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami” (2 Kor 6:18) odnosi się do tych, którzy w praktyce odpowiedzieli na Jego wezwanie: „Wyjdźcie spośród nich i odłączcie się — mówi Pan — i nieczystego się nie dotykajcie, a Ja was przyjmę” (2 Kor 6:17). Tylko od takich ludzi Bóg przyjmuje chwałę, jakiej jest naprawdę godzien.

Pan przyjmie nas i nasze uwielbienie, jeśli posłusznie wypełnimy Jego woli. On pragnie mieć nas na wyłączną własność. Wyrzeczenie się wszystkiego, co uwłacza Bogu, to cena, jaką musimy zapłacić, aby nasza chwała nie była jedynie wyuczoną piosenką płynącą z ust, lecz z odnowionego serca. Król Dawid, gdy uświadomił sobie swój grzech, wołał: „Serce czyste stwórz we mnie, o Boże, a ducha prawego odnów we wnętrzu moim!” (Ps 51:12). Dopiero wtedy mógł dodać: „Panie, otwórz wargi moje, a usta moje głosić będą Twą chwałę!” (Ps 51:17).

Bóg niezmiennie kieruje do każdego z nas to samo zaproszenie: „Synu mój, daj mi swoje serce” (Prz 23:26).
Henryk Hukisz

No comments:

Post a Comment

Note: Only a member of this blog may post a comment.