Malachiasz, będący ostatnim prorokiem Starego Testamentu,
wypowiedział wiele niezwykle istotnych prawd dotyczących Bożych oczekiwań wobec
narodu Izraela. Pan Jezus ujął tę samą myśl w słowach skierowanych do
Samarytanki przy studni Jakubowej, podkreślając, że: „prawdziwi czciciele
będą oddawali Ojcu cześć w duchu i w prawdzie; bo i Ojciec takich szuka, którzy
by Mu tak cześć oddawali” (Jn 4:23). Malachiasz w swojej proroczej
wizji szczegółowo opisuje ówczesny stan religijności narodu wybranego. Pisze on
wprost o postępującym odstępstwie w okazywaniu Bogu należnej bojaźni i czci, co
działo się mimo uporczywego trwania ludu w zewnętrznym zachowywaniu ceremonii
religijnych.
We wstępie do tego proroctwa Bóg przypomina potomkom Jakuba,
że odziedziczyli łaskę wybrania ze względu na ogromną miłość, jaką zostali
obdarowani. Pan postanowił okazać miłosierdzie Jakubowi i przez całą historię
błogosławił narodowi, pomimo że ten wielokrotnie zawodził w swojej wierności.
Miłość Boga posunęła się tak daleko, że swój umiłowany naród posłał nawet na
siedemdziesiąt lat do niewoli babilońskiej – wszystko po to, aby lud się
upamiętał. Prorok Boży, porównując tę sytuację do relacji rodzinnej, mówi w
imieniu Boga: „Syn czci ojca, a sługa swojego pana. Jeżeli jestem ojcem, to
gdzież jest moja cześć? A jeżeli jestem panem, to gdzież jest bojaźń przede
mną? – mówi Pan” (Ml 1:6).
Izraelici, na przekór częstym i żarliwym wezwaniom Pana do
powrotu, nadal sprawowali religijne ceremonie, łudząc się, że Boga można w
jakikolwiek sposób oszukać. Już znacznie wcześniej prorok Izajasz wskazywał na
identyczną sytuację, gdy mnożono liczbę modlitw, ofiar i świąt, podczas gdy
serca Izraelitów pozostawały daleko od Pana. Wówczas Bóg zażądał przez proroka:
„Nie składajcie już ofiary daremnej, kadzenie, nowie i sabaty mi obrzydły,
zwoływanie uroczystych zebrań – nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości” (Iz
1:13).
Za dni Malachiasza postępowano w podobny sposób, z tą jednak
różnicą, że Izraelici – zachęceni brakiem natychmiastowej reakcji Boga –
zaczęli ofiarować Mu to, co było ślepe, kulawe i chore. Tak bardzo rozochocili
się w tym bezbożnym procederze, że otwarcie mówili: „Stół Pana może być
nieczysty i można ofiarować na nim pokarm, którym sami gardzicie” (Ml
1:12). Wobec takiej postawy Bóg wyraził się jasno: „Ja rzucę na was
klątwę i przeklnę wasze błogosławieństwo. Zaiste, przeklnę je, gdyż nie
bierzecie tego do serca” (Ml 2:2).
Jest to jedna z najbardziej drastycznych przestróg, jakie
Bóg kiedykolwiek wypowiedział wobec swojego narodu. Istotą problemu był
całkowity brak chęci oddawania Bogu czci w sposób, na jaki On zasługuje – czyli
tak, „jak Mu to miłe: z nabożnym szacunkiem i bojaźnią” (Hbr 12:28).
Bóg w swej desperacji o autentyczność relacji prosił wręcz: „Niechby znalazł
się między wami ktoś, kto zamknąłby bramy świątyni, abyście nie zapalali ognia
na moim ołtarzu daremnie!” (Ml 1:10). Zamiast posłuchu, Juda nadal
uprawiał duchowe wszeteczeństwo, gdyż „zbezcześcił świątynię, którą Pan
miłuje, i pojął za żonę córkę obcego boga” (Ml 2:11).
W księdze tej znajdujemy jednak również wiele zapowiedzi
zbawienia skierowanych do wszystkich narodów. Znamienne słowa Bóg wypowiada
właśnie w kontekście hipokryzji uprawianej w Izraelu „na cześć Boga”. Prorok
wskazuje na szeroki horyzont Bożej łaski, który obejmuje cały świat, gdyż: „od
wschodu słońca aż do jego zachodu wielkie jest moje imię wśród narodów i na
wszystkich miejscach spala się kadzidła i składa się czyste ofiary na cześć
mojego imienia, bo moje imię jest wielkie wśród narodów – mówi Pan Zastępów”
(Ml 1:11). Dzięki temu proroctwu możemy lepiej zrozumieć, dlaczego Pan
Jezus, przechodząc przez Samarię, mówił niewieście odrzuconej przez Izrael o
prawdziwych czcicielach, którzy są mili Bogu.
Ktoś mógłby zapytać: „To dotyczy Izraela, po co więc my mamy
się tym zajmować?”. Uważam jednak, że jest to kwestia kluczowa dla Kościoła,
gdyż – jak naucza apostoł Paweł – „odrzucenie ich (Izraela) jest pojednaniem
świata” (Rz 11:15). Paweł zwraca się do Kościoła słowami: „będąc
gałązką z dzikiego drzewa oliwnego, zostałeś na ich miejsce wszczepiony i
stałeś się uczestnikiem korzenia i tłuszczu oliwnego” (w. 17). Z
tego powodu udziela on surowej przestrogi wszystkim uczestnikom łaski: „ale
się strzeż, jeśli bowiem Bóg nie oszczędził gałęzi naturalnych, nie oszczędzi
też ciebie” (w. 21).
Ostatnio poświęcam sporo czasu na studiowanie listów
pasterskich Pawła do Tymoteusza. Apostoł maluje w nich przejmujący obraz
Kościoła czasów ostatecznych, precyzyjnie wskazując na objawy oraz przyczyny
odstępstwa. Z lektury tych listów jasno wynika, że głównym niebezpieczeństwem
naszych czasów jest brak troski o zdrową naukę. Paweł pisze: „zdrowej nauki
nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni
tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom” (2
Tm 4:3-4).
Łatwo jest przewidzieć stan Kościoła, który przestaje dbać o
naukę apostolską. Apostoł używa tutaj bardzo ostrych słów, podobnie jak czynili
to niegdyś prorocy w Izraelu. W listach tych odnajdujemy dwa opisy cech
charakterystycznych dla współczesnego Kościoła:
„A Duch wyraźnie mówi, że w późniejszych czasach odstąpią
niektórzy od wiary i przystaną do duchów zwodniczych i będą słuchać nauk
szatańskich, uwiedzeni obłudą kłamców, naznaczonych w sumieniu piętnem
występku...” (1 Tm 4:1-2).
Oraz:
„A to wiedz, że w dniach ostatecznych nastaną trudne
czasy: Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, chełpliwi, pyszni, bluźnierczy,
rodzicom nieposłuszni, niewdzięczni, bezbożni, bez serca, nieprzejednani,
przewrotni, niepowściągliwi, okrutni, nie miłujący tego, co dobre, zdradzieccy,
zuchwali, nadęci, miłujący więcej rozkosze niż Boga” (2 Tm 3:1-4).
Jeśli ktoś uważa, że powyższe słowa dotyczą wyłącznie
świata, jest w głębokim błędzie. Ludzie niewierzący zawsze tacy byli i będą,
gdyż są duchowo martwi i postępują „według modły tego świata” (Ef
2:2). Paweł ma tu jednak na uwadze konkretnie tych, „którzy przybierają
pozór pobożności, podczas gdy życie ich jest zaprzeczeniem jej mocy” (2 Tm
3:5). Pisze on również, że są to osoby, które „zawsze się uczą, a nigdy do
poznania prawdy dojść nie mogą” (w. 7). Ten przerażający opis dotyczy zatem
ludzi wierzących w Kościele czasów ostatecznych.
Zauważam z niepokojem, że coraz częściej w naszych zborach
spotyka się cechy typowe dla Kościoła odstępczego. Przywódcy, zamiast właściwie
reagować na to zjawisko, zajęci są wymyślaniem coraz to nowszych form
uwielbienia, stosując przy tym metody zaczerpnięte wprost ze świata.
Organizowanie koncertów czy rozbudowanych programów społecznych często wskazuje
na chęć przypodobania się ludziom, a nie Bogu. Kiedyś pastor pewnego dużego
zboru wyznał mi, że musi zdobyć wykształcenie w zakresie „zarządzania masą ludzką”,
aby móc lepiej kierować zborem. A ja, w swej prostocie, zawsze myślałem, że to
Duch Święty jest jedyną siłą kierowniczą Kościoła.
Waham się czasem, czy nie poddać szczegółowej analizie
poszczególnych cech Kościoła odstępczego. Obawiam się jednak, że będzie to
jedynie „głos wołającego na pustyni”. Kto zaryzykuje dziś, aby „pewnym
ludziom przykazać, żeby nie nauczali inaczej niż my” (1 Tm 1:3) i –
jeśli zajdzie taka potrzeba – usunąć ich ze zboru? Słowo Boże nakazuje
przecież: „człowieka, który wywołuje odszczepieństwo, po pierwszym i drugim
upomnieniu unikaj” (Tt 3:10). Zamiast tego, w imię źle pojętej
tolerancji, pozwala się takim ludziom nauczać, prowadzić uwielbienie czy nawet
zakładać nowe zbory.
Nawiązaniem do proroctwa Malachiasza o czystych ofiarach
narodów są słowa o łasce, która naucza nas, że Jezus Chrystus „dał samego
siebie za nas, aby nas wykupić od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud na
własność, gorliwy w dobrych uczynkach” (Tt 2:14). Dlatego autor
Listu do Hebrajczyków ostrzega nas wszystkich: „Baczcie, abyście nie
odtrącili tego, który mówi; jeśli bowiem tamci [...] nie uszli kary, to tym
bardziej my, jeżeli się odwrócimy od Tego, który przemawia z nieba” (Hbr
12:25).
Brak błogosławieństwa w dzisiejszych zborach – co w rzeczywistości jest równoznaczne z przekleństwem – może wynikać właśnie z faktu, że próbuje się oszukiwać Boga, zapalając na ołtarzu Jego chwały „cudzy ogień”.
Henryk Hukisz

Bardzo dobry artykuł. Mam jednak wątpliwości czy szukanie nowych form, sposobów dotarcia do jak największej liczby ludzi z ewangelią jest z definicji niewłaściwe.. Chcemy czy nie chcemy, to jakieś formy jednak stosujemy. Niektóre wydają się bardziej uświęcone bo są stare, tradycyjne itd.. ale kiedyś też były częścią "świata". Widzę duże niebezpieczeństwo zastępowania formami i sposobami prowadzenia Ducha Świętego, ale wydaje mi się że kluczową kwestią jest moje serce które albo jest poddane Chrystusowi albo realizuje swoje egoistyczne plany i zamierzenia żeby być "nakarmione".. Pozdrawiam i dziękuję za artykuł.
ReplyDeleteA ja myślę, że artykuł jest szkodliwy to typowe osądzanie czegoś czego nie znam, nie rozumie, nie zbadałem. Zapominamy, że kiedy powstawał np. Kościół Zielonoświątkowy był uznany, za świecki i szalony. Myślę, że wyznacznikime jest serce osób uwielbiających, a nie forma. Egzegeza tekstu to typowe naginanie Pisma Świętego do własnych preferencji. Smutne, że kolejny człowiek , który ma swoje miejsce w historii i sam nieraz szedł pod prąd religijnym schematom dzisiaj pisze artykuł, który jest wodą na młyn ludzi złych. Szkoda smutek mam w sercu AK
ReplyDeletePisząc ten post, krytykując Autora robisz to samo co zarzucasz bratu Henrykowi. To jest właśnie takie zamknięte koło. Przestrzegam wszystkich chrześcijan przed takimi postawami. Szukajmy w wypowiedziach i kazaniach wskazania i napomnienia dla siebie, a nie osądu pastora w stosunku do innych ludzi... Ja w tym tekście nie widzę naginania Słowa, ja widzę ostrzeżenie, które powinno na pewne rzeczy też i w moim życiu zapalić czerwone światło. Jeżeli nie będzie się mówiło np. o inżynierii społecznej którą się stosuje w zborach, to ile czasu zajmie szczerym chrześcijanom wyjście z takiego zwiedzenia? Rolą proroctwa jest ostrzeganie popatrz sobie na 3 rozdział Ezechiela.
DeleteA może zwiedzeniem jest własnie ten artykuł, przeciez NT nie zajmuje sie w ogóle formami, nie może się nimi zajmować poniewaz NT to łaska. Nie rozumiem więc skąd autor wywnioskował, ze forma Jego wspólnoty jest prawdziwa , a ta krytykowana zła. Przeciez Biblia na ten temat milczy.
ReplyDeleteCzytam każdą refleksje Pastora HH ostatnio odnoszę wrażenie, że są one pisane wyłącznie do ludzi wierzących, ale jednocześnie bardzo wykształconych i na codzień studiujących Biblię. A co z ludzmi prostymi, którzy z treści refleksji chcą tak jak ja zaczerpnąć pocieszenia, pomocy, jak wśród tego zgiełku życia codziennego żyć w zgodzie inie zatracić wiary. Co się dzieje z treściami , które do tej pory górowały w kierowanych refleksjach, czy ich intencją było aby czytały je wyłącznie osoby wierzące i nie mające problemu ze zrozumieniem wszystkich cytatów Bibli.?
ReplyDeletePonieważ większość komentarzy i uwag dotyczy głównie jednego akapitu, w którym dotykam sprawy braku reagowania we współczesnym kościele na odstępstwo ludzi wierzących od prawdziwej pobożności, mogę jedynie wyjaśnić, że nie krytykuję żadengo zboru. Duch Święty w natchnionym Słowie Bożym przewidział nastanie takich znamion w kościele, dlatego zwracam uwagę na tę kwestię w wymiarze ogólnym.
ReplyDeleteJeśli bracia jesteście w zborach, w których Duch Święty działa tak, jak na poczatku, a kościół buduje się w bojaźni Pańskiej, was to nie dotyczy. Natomiast tam, gdzie dzieje się podobnie, jak w czasach Malachiasza, to najwyższy czas pomyśleć o naprawie. Na tym polega ostrzeganie.
br Henryku, a co jeśli Duch działa przez współczesne formy, sam jestem częścią takiego kościoła i widzę wielu ludzi zbawionych, a ich życie jest odnawiane . jak to pojąć ? Jeszcze raz napiszę, nie widzę w Biblii żadnych wskazówek co do form, a jedynie prawda i Duch ( rozmowa z Samarytanką ). Przecież nie można oceniać duchowości na podstawie stylu muzyki czy multimediów to przecież takie krzywdzące. To trochę tak jakby oceniać jak mawia mój syn "książkę po okładce", a człowieka po ubiorze. Upieram się, że choć intencje autora dobre, to cały wywód szkodliwy.
ReplyDeleteDrogi, tajemniczy "ak".
ReplyDeleteProsze pamiętać, że forma lub metoda przekazu treści, to nie to samo co technika, jaką stosuje sią podczas zwiastowania. Multimedia, mikrofony, internet, są to środki pomagające docierać z ewangelią do współczesnych odbiorców. Natomiast forma, jest to kształt,jaki nadaje się przekazowi, aby łatwiej zdobyć uwage słuchacza. Apostoł Paweł dbał zachowanie właściwej formy zwiastowania - "uznałem za właściwe nic innego nie umieć między wami, jak tylko Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego" (1 Kor. 2:2).
Zamiast szerszego komentarza, odsyłam do kilku moich rozważań, np. "Ewangelia bez ewangelii", "Ewangelia na wesoło", "Wyrzucona kazalnica", "Ile ziarna w plewach?"
Oprócz tego, co już napisał brat Henryk, warto pamiętać, że same nawrócenia (nawet w większej liczbie niż w konkurencyjnym "zborze X", który głosi inaczej lub inną ewangelię), nie są jeszcze dowodem na to, że z głoszeniem ewangelii jest wszystko w porządku. W Starym Przymierzu Boże błogosławieństwo było obiecane za przestrzeganie zakonu, więc wielu ludzi myślało, że jak im się dobrze powodzi, a nawet Bóg czyni dla nich cuda i raduje ich w niewytłumaczalny sposób, to znaczy, że Bóg musi być z nich zupełnie zadowolony. Przeciwko takiemu błędnemu rozumowaniu występował już Mojżesz (Ks. Powt. Prawa 7:7-10), a później także wielu proroków, m.in. Ezechiel, który zapisał słynne słowa Boga o powrocie z niewoli: "Nie z waszego powodu to czynię, domu Izraela, ale dla świętego imienia mojego, które bezcześciliście wśród ludów pogańskich, do których przyszliście. Chcę uświęcić wielkie imię moje, które zbezczeszczone jest pośród ludów, zbezczeszczone przez was pośród nich, i poznają ludy, że Ja jestem Pan - wyrocznia Pana Boga - gdy okażę się Świętym względem was przed ich oczami." (Ks.Ezechiela 36:22-23 BT). A jak to jest w Nowym Przymierzu z nawróceniami? Chyba dość podobnie, bo ja czytam, że to Bóg daje upamiętanie (Dz.Ap.11:18), Duch Święty przekonuje o grzechu (Ew.Jana 16:8) i składa świadectwo o Jezusie (Ew.Jana 15:26). My jesteśmy tylko "pomocnikami", a właściwie lepiej powiedzieć "narzędziami". Dlatego wielu ludzi nawracało się i nadal się nawraca podczas niedoskonałego głoszenia, a nawet podczas głoszenia fałszywej ewangelii, ponieważ Bóg nadal działa dla swojej chwały, a nie tylko ze względu na człowieka (Co oczywiście nie usprawiedliwia nieposłuszeństwa ewangelistów.) Posługując się Pawłowym porównaniem kościoła do ciała można powiedzieć, że nawet w chorym ciele pozostają zdrowo rozwijające się tkanki, co nie jest jeszcze dowodem braku choroby.
ReplyDeleteDlaczego tak dotknęły słowa brata HH oparte dokładnie na Słowie Bożym.Bardzo dobre i potrzebne napomnienie w czasie w którym żyjemy Niech to będzie nawet 'GŁOS wołającego na pustyni" A ostatniego wpisu nie rozumię bo co zrobić z wersetem Galatów 1;8gdyby ktoś zwiastował inną ewangelię niech będzie przeklęty.
ReplyDeleteBo po prostu trochę za mało to wyjaśniłem. ;) Pisałem "Dlatego wielu ludzi nawracało się i nadal się nawraca podczas niedoskonałego głoszenia, a nawet podczas głoszenia fałszywej ewangelii, ponieważ Bóg nadal działa dla swojej chwały, a nie tylko ze względu na człowieka (Co oczywiście nie usprawiedliwia nieposłuszeństwa ewangelistów.)", co nie jest sprzeczne z listem do Galacjan 1:8-9. Jeśli np. ja będę głosił fałszywą ewangelię, to ja jestem przeklęty, ale ktoś słuchając tego może się nawrócić do prawdziwego Boga, przekonany przez Ducha Świętego do tego, co jest prawdziwe - może Bóg wykorzystać odrobinę prawdy zawartą w głoszeniu (bo w końcu każde profesjonalne kłamstwo zamiera w sobie odrobinę prawdy, bo inaczej nikt by nie uwierzył), albo przekonać, że jest to coś złego i trzeba się od tego odwrócić lub użyć jeszcze wielu innych sposobów. Nawet jeśli moje fałszywe głoszenie przyniesie innym jakieś korzyści, to nie otrzymam za to żadnej nagrody na trybunale Chrystusowym (zgodnie z 1.Kor.3. rozdziałem). Ogólnie chodziło mi o to, że część popularnych ewangelistów uważa, że jak przyprowadzają wielu ludzi do Chrystusa, to już są najwspanialsi i nie wolno ich w niczym napomnieć, bo uważają tych nauczycieli, którzy znają Biblijną naukę o ewangelizacji, ale mają mniej "dusz na koncie" za gorszych chrześcijan. Mierzą swoją świętość liczbami członków w swoim kościele, przypisując sobie Boże sukcesy i usprawiedliwiają nieposłuszeństwo Bogu "wyższym celem" ewangelizacji "wszelkimi sposobami". Myślę, że nie trzeba nawet podawać nazwisk, bo każdy z czytelników bloga miał nieprzyjemność poznać kilku takich ludzi (a jeśli nie, to pewnie kiedyś będzie miał).
DeleteMam nadzieję, że teraz wyraziłem się w bardziej zrozumiały sposób.
Dziękuję za napomnienie.
Pozdrawiam
Mateuszek
Chcę jeszcze przypomnieć słowa brata WILKERSONA NA YOUTUBE - Gdzie się podziało cierpienie
ReplyDeletehttps://www.youtube.com/watch?v=fli-h5C93ME